Nie wyróżniałem się w nauce…do diabła, nie wyróżniałem się w niczym. Ogarnięty depresją, sporządziłem listę rzeczy, które potrafię robić, i szczerze mówiąc, nie było tego dużo. Umiałem zawiązywać osiem różnych węzłów żeglarskich, umiałem przejść na bosaka po gorącym asfalcie dalej niż ktokolwiek, kogo znałem, umiałem przez trzydzieści sekund balansować pionowo ołówkiem na palcu…ale nie wydawało mi się, żeby którakolwiek z tych rzeczy miała znaczenie przy przyjmowaniu na studia. Leżałem więc w łóżku przez całą noc, powoli uświadamiając sobie, że jestem nieudacznikiem. Dzięki, tato.

Nazajutrz rano poszedłem do gabinetu dyrektora i wpisałem się na listę kandydatów. W wyborach kandydowały jeszcze dwie osoby: John Foreman oraz Maggie Brown. John nie miał żadnej szansy. Był facetem, który rozmawiając z tobą, potrafił wypruć ci nitkę z całego ubrania. Ale dobrze się uczył. Siedział w pierwszej ławce i podnosił rękę za każdym razem, kiedy nauczyciel zadawał jakieś pytanie. Proszony o udzielenie odpowiedzi, prawie zawsze udzielał właściwej i obracał się z dumna miną, jakby udowodnił właśnie, jak bardzo przewyższa intelektem siedzących w klasie peonów. Eric i ja pluliśmy na niego, kiedy tylko nauczyciel odwracał się do nas plecami.

Z Maggie Brown sprawa wyglądała inaczej. Ona także dobrze się uczyła. Przez pierwsze trzy lata była członkiem rady szkolnej, a w trzeciej klasie została przewodnicząca samorządu klasowego. Jedynym jej minusem było to, że nie była zbyt atrakcyjna i w dodatku tego lata przybrała trzydzieści funtów na wadze. Wiedziałem, że żaden chłopak nie odda na nią głosu.

Przekonawszy się, z kim przyjdzie mi się zmierzyć, doszedłem do wniosku, że być może mam jednak jakąś szansę. Stawka była cała moja przyszłość. Musiałem więc ustalić pewną strategię. Pierwszy zaakceptował ją Eric.

– Jasne, nie ma problemu, każę głosować na ciebie wszystkim chłopakom z drużyny. Jeżeli naprawdę ci na tym zależy.



20 из 137