
Nie było to więc takie złe, naprawdę. Oglądając przedstawienie ludzie wylewali wiadra łez. Sztuka rok w rok świeciła triumfy i jej popularność sprawiała, że Hegbert musiał ją w końcu przenieść z kościoła do miejskiego teatru, gdzie było o wiele więcej miejsc. Gdy chodziłem do ostatniej klasy szkoły średniej, pokazywaną ją dwa razy przy wypełnionej sali, co zważywszy na to, kto grał główne role, stanowiło historię samą w sobie.
Hegbert chciał, widzicie, żeby w sztuce występowali młodzi ludzie – uczniowie klasy maturalnej, a nie zawodowi aktorzy. Moim zdaniem uważał, że będzie to dla nich wartościowe doświadczenie, zanim pójdą na studia i będą musieli stawić czoło temu całemu cudzołóstwu. Taki po prostu był: zawsze chciał na uchronić przed pokusami. Chciał, żebyśmy wiedzieli, że Bóg ma nas zawsze na oku, nawet jeżeli jesteśmy poza domem, i że jeśli będziemy pokładać w Nim wiarę, nie stanie się nam nigdy nic złego. Była to prawda, którą sobie w końcu przyswoiłem, chociaż to nie Hegbert mnie jej nauczył.
Jak już wspominałem, Beaufort nie różnił się wiele od innych południowych miasteczek, chociaż miał interesującą historię.
