— Wydaje mi się, że górną granicą możliwości przywracania człowieka do życia jest osiem godzin.

— Od tego czasu ulepszyliśmy nasze metody odparł jeden z braminów. — Ulepszamy je przez cały czas. Obecnie górną granicą jest dwanaście godzin, to znaczy tyle, żeby nie doszło do poważnych zmian w mózgu.

— Wasze szczęście — powiedziałem. Teraz już kompletnie odzyskałem pamięć i zdałem sobie sprawę z tego, co się stało. — A jednak popełniliście poważną pomyłkę, przywracając mnie.

— Co jest grane, żołnierzu? — spytał jeden z braminów tonem, jakiego potrafią używać wyłącznie oficerowie.

— Przeczytajcie moją oznakę tożsamości. Przeczytał. Jego czoło — a tylko tyle z jego twarzy mogłem dostrzec — zmarszczyło się.

— To zdumiewające — powiedział.

— Zdumiewające — potwierdziłem.

— Widzisz — powiedział — znajdowałeś się w okopach pełnych zmarłych. Powiedziano nam, że wszyscy zginęliście pierwszy raz. Otrzymaliśmy rozkaz przywrócenia do życia całej waszej paczki.

— I nie czytaliście żadnych oznak tożsamości? — Byliśmy przepracowani. Nie mieliśmy czasu. Naprawdę bardzo mi przykro, szeregowy. Gdybym wiedział…

— Do diabła z przeprosinami. Chcę się widzieć z Inspektorem Generalnym.

— Czy naprawdę uważasz…?

— Owszem — oświadczyłem. — Nie jestem polowym pieniaczem, ale mam autentyczny powód do skargi. Przysługuje mi prawo spotkania się z LG.

Bramini udali się na szeptaną konferencję, a ja w tym czasie obejrzałem swoje ciało. Odwalili przy mnie kawał dobrej roboty. Choć, oczywiście, nie tak dobrej jak w pierwszych latach wojny. Przeszczepy skóry były mniej staranne i czułem się trochę poobijany w środku. Poza tym miałem prawa rękę o jakieś pięć centymetrów dłuższą od lewej; kiepska robota ortopedy łączącego stawy. Mimo to było całkiem nieźle.

Bramini wrócili ze swojej narady i oddali mi odzież. Ubrałem się.

— Jeśli chodzi o Inspektora Generalnego poinformował runie jeden z nich — cóż, będzie to dość trudne w tej chwili. Widzi pan…



2 из 8