Zawiadomienie złożył Buddy Lockridge, a w podsumowaniu napisano, że z łodzi skradziono jedynie ręczny odbiornik GPS – systemu nawigacji satelitarnej. Jego wartość oszacowano na trzysta dolarów, był to model Gulliver 100. Z dodatkowej notatki dowiedziałem się, że zawiadamiający policję nie potrafił podać numeru seryjnego skradzionego urządzenia, ponieważ wygrał je w pokera od nieznanej osoby i nigdy nie chciało mu się zapisać numeru.

Przejrzałem wszystkie szuflady pulpitu nawigacyjnego, a potem wróciłem do dokumentów klientów i zacząłem je starannie badać, przyglądając się każdemu z pasażerów, którego Buddy i Terry wzięli na pokład w ciągu sześciu tygodni przed jego śmiercią. Żadne z nazwisk nie wzbudziło mojej ciekawości ani podejrzeń, podobnie jak żaden z dopisków Terry'ego i Buddy'ego w tych dokumentach. Niemniej wyciągnąłem notes z tylnej kieszeni dżinsów i spisałem wszystkich – nazwiska, kolejne numery i daty czarterów. Uczyniwszy to, zrozumiałem, że rejsów nie organizowano regularnie. Dla nich dobry tydzień to były trzy, cztery czartery na pół dnia. Zdarzył się też tydzień bez żadnego rejsu i kolejny, w którym trafił się tylko jeden. Zaczynałem rozumieć racje Buddy'ego – że należy przenieść biznes na ląd, żeby łapać więcej rejsów i to dłuższych. McCaleb traktował to jako hobby, a w ten sposób firma nigdy by się nie rozwinęła.

Oczywiście, wiedziałem, dlaczego tak to traktował. Miał jeszcze jedno hobby – jeśli zechcecie tak to nazwać – i na nie również potrzebował czasu. Wkładałem właśnie dokumenty do szuflad, miałem teraz zamiar zejść na dziób i zapoznać się z tym drugim hobby Terry'ego, gdy usłyszałem, jak za moimi plecami rozsuwają się drzwi salonu.

Był to Buddy Lockridge. Przypłynął, choć nie słyszałem ani silniczka zodiaka, ani uderzenia w rufę. Nie poczułem także solidnego ciężaru Buddy'ego, gdy wdrapywał się na pokład.

– Dzień dobry – powiedział. – Przepraszam za spóźnienie.



28 из 285