
Spojrzał przez okno na płaską, jałową pustynną nizinę. Jemu wydawała się piękna, a jeszcze piękniejsza dzięki temu, co tam zakopał wśród skał i piasków.
Pomyślał o tym. Niebawem ucisk w piersi zelżał i znów poczuł się świetnie. Sprawdził w lusterku, czy nikt go nie śledzi, ale nie dostrzegł nic podejrzanego. Potem przyjrzał się sobie i po raz kolejny zachwycił się robotą chirurga. Uśmiechnął się sam do siebie.
11
Gdy zbliżyły się do namiotów, Rachel Walling zaczęła czuć miejsce zbrodni. Wiatr przenikający obóz, wydymający namioty i ulatujący w pustynię niósł charakterystyczny odór rozkładających się ciał. Zaczęła oddychać ustami, bo przypomniało jej się coś, czego wolałaby nie wiedzieć – że wrażenie zapachu powstaje, kiedy drobniutkie cząstki uderzają w receptory węchowe w jamie nosowej. Oznaczało to, że jeśli czujesz rozkładające się ciało, to dlatego że wdychasz rozkładające się ciało.
Wokół strefy stały trzy małe, kwadratowe namioty. Nie takie turystyczne; były to polowe namioty sztabowe, z prostymi bokami długości ośmiu stóp. Za nimi stał większy, prostokątny. Rachel zauważyła, że wszystkie miały rozpięte klapki wentylacyjne w dachu. Wiedziała, że w każdym z nich odbywa się wykopywanie z ziemi zwłok. Wentylatory pozwalały wygnać ze środka gorąco i smród.
Wszędzie panował hałas. Pracowały co najmniej dwa generatory spalinowe, które zapewniały obozowisku prąd. Na lewo od namiotów stały także dwa pełnowymiarowe wozy kempingowe z mruczącymi klimatyzatorami na dachach.
– Chodźmy najpierw tutaj. – Cherie Dei wskazała jeden z wozów. – Tu przeważnie jest Randal.
Wozy kempingowe były zwyczajne, takie jakie Rachel widziała na autostradzie. Ten nazywał się „W siną dal” i miał z tyłu tablicę z Arizony. Dei zastukała do drzwi i otworzyła je, nie czekając na odpowiedź. Weszły po schodkach do środka. Wnętrze wozu nie było przystosowane do obozowania na odludziu. Usunięto z niego przepierzenia i sprzęty zapewniające wygodę.
