
– Chodzi o to, że chce pani mieć dziecko. Sama.
Skinęła głową i zagryzła usta.
– Od dawna pragnęłam dziecka. Teraz mam trzydzieści cztery lata, mój zegar biologiczny bije coraz szybciej, ale chyba nigdy nie będę matką.
Jodie rzuciła okiem na zegarek. Chciała słuchać dalej, ale zaraz zacznie się transmisja.
– Czy mogę włączyć telewizor?
Doktor Jane wydawała się zagubiona, jakby nie do końca wiedziała, co to takiego.
– Tak, proszę bardzo.
– Super. – Jodie wzięła swój kubek i przeszła do saloniku. Usadowiła się na kanapie, postawiła kawę na stoliku, wyciągnęła pilota spod jakiegoś bardzo mądrego miesięcznika. Wyświetlano akurat reklamę piwa, więc wyłączyła dźwięk.
– Naprawdę chce pani mieć dziecko? Sama?
Doktor Jane znowu założyła okulary. Przycupnęła na miękkim fotelu z falbanką na dole, dokładnie pod zdjęciem kwiatu z perłą w środku. Zacisnęła uda, skrzyżowała nogi w kostkach. Ma świetne nogi, zauważyła Jodie, smukłe i kształtne.
Jane po raz kolejny wyprostowała się, jakby połknęła kij.
– Dużo nad tym myślałam. Nie planuję małżeństwa, praca jest dla mnie zbyt ważna. Ale… najbardziej na świecie pragnę dziecka. Wydaje mi się, że byłabym dobrą matką. Dzisiaj dotarło do mnie, że moje marzenie prawdopodobnie nigdy się nie spełni i dlatego się rozkleiłam.
– Znam samotne matki. Jest im bardzo ciężko. No, ale pani pewnie byłoby łatwiej, ma pani dobrze płatną pracę.
– Pieniądze nie są przeszkodą. Problem polega na tym, że nie wiem, jak się za to zabrać.
Jodie gapiła się na nią przez dłuższą chwilę. Jak na wykształconą osobę, jest głupia jak but.
– Chodzi pani o faceta?
Twierdzący ruch głowy.
– W college'u jest ich chyba sporo? To nic wielkiego. Niech go pani tu zaprosi, puści wolną muzykę, napoi piwem i do dzieła.
– Nie, to nie może być nikt znajomy.
– Więc niech pani poderwie kogoś w knajpie.
– Nie mogłabym. Muszę wiedzieć, czy jest zdrowy. – Zniżyła głos. -Zresztą nie umiałabym nikogo poderwać.
