
Przez ułamek sekundy Bomber zesztywniał, zaraz jednak wzruszył lekceważąco ramionami.
– E tam, Paul, jeszcze nie zeszłem z boiska.
– O, ktoś w jego typie byłby idealny – szepnęła doktor Jane. Jodie spojrzała na nią i zobaczyła, że wpatruje się w ekran.
– O czym pani mówi?
Doktor Jane wskazała telewizor.
– Ten mężczyzna. Sportowiec. Jest zdrowy, przystojny i niezbyt inteligentny. Właśnie kogoś takiego szukam.
– Ma pani na myśli Bombera?
– Tak się nazywa? Nie mam pojęcia o futbolu.
– Cal Bonner. Rozgrywający napastnik chicagowskich Gwiazd.
– A, rzeczywiście. Widziałam jego zdjęcie w gazecie. Dlaczego nie znam nikogo takiego? To znaczy… nikogo tępego.
– Tępego?
– Niezbyt inteligentnego. Głupiego.
– Głupi? Bomber? – Jodie już otwierała usta, by poinformować doktor Jane, że Bomber to najinteligentniejszy, najbardziej przebiegły, sprytny, utalentowany, nie wspominając już, że najpodlejszy rozgrywający napastnik w całej cholernej lidze, kiedy nagle wpadł jej do głowy szalony pomysł. Zrobiło jej się gorąco. Nie wierzyła, że w ogóle bierze to pod uwagę.
Opadła z powrotem na poduszki kanapy. Cholera jasna. Namacała pilota, ściszyła dźwięk.
– Mówi pani poważnie? Chciałaby pani, żeby Cal Bonner był ojcem jej dziecka?
– Oczywiście pod warunkiem, że mogłabym zajrzeć w jego kartę chorobową. Prosty mężczyzna to mój ideał: siła, wytrzymałość i niski iloraz inteligencji. Uroda to dodatkowy atut.
Jodie myślała o tysiącu rzeczy jednocześnie.
– A gdybym… – Przełknęła ślinę i skupiła się na wizji nagiego Kevina Tuckera. – A gdybym mogła to zorganizować?
– Co?
– Panią i Cała Bonnera w łóżku?
– Pani żartuje?
Jodie energicznie zaprzeczyła.
