
Był przeciwnikiem gromadzenia zbędnych rzeczy. Jeśli zbyt długo mieszkał w jednym miejscu, ogarniał go niepokój; im mniej posiadał, tym łatwiejsza była przeprowadzka. Jest doskonałym graczem właśnie dlatego, że w jego życiu nie istnieją zbędne graty. Nie ma stałego domu, kobiety, niczego, co sprawiłoby, że poczułby się stary i zużyty. Niczego, co sprawiłoby, że złagodnieje, straci pazur.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Willie gwałtownie podniósł głowę.
– To pewnie pizza, którą zamówiłem.
Wszyscy trzej rzucili się do drzwi.
Cal obserwował ich z rozbawieniem. Przez cały wieczór dziwnie się zachowywali. Zaraz się dowie, dlaczego.
Jane stała w przedpokoju luksusowego apartamentu Cala Bonnera. Różowa kokarda na szyi sprawiała, że czuła się jak prezent dostarczony pocztą kurierską.
Serce biło jej tak szybko, że podejrzewała, iż mężczyźni widzą pulsujące poły żakietu. Kręciło jej się w głowie, co, jak podejrzewała, zawdzięczała pigułkom Jodie.
Junior o brwiach jak gąsienica pomógł jej zdjąć płaszcz i pospiesznie przedstawił ją szeptem pozostałym. Na pierwszy rzut oka było widać, że to piłkarze. Chris był biały, łysiał i miał najpotężniejszy kark, jaki kiedykolwiek widziała u człowieka. Melvin był czarny i nosił okulary w drucianych oprawkach. Nadawały mu wygląd naukowca, kłócący się z potężnym korpusem. Wille był koloru kawy z mlekiem i miał uwodzicielskie oczy.
Junior zakończył prezentację i z dumą wskazał ją kciukiem.
– Jodie świetnie się spisała, nie? Mówiłem wam, że jej się uda.
Otaksowali ją wzrokiem. Willie skinął głową.
– Dziewczyna z klasą, ale ile ma lat?
– Dwadzieścia pięć – oznajmił Junior, tym samym odmładzając ją o kolejny rok.
– Niezłe nogi. – Chris obszedł ją dookoła. -1 świetny tyłek. – Uszczypnął ją w pośladek.
