
Jodie nie miała co prawda pojęcia, co to jest Laboratorium Preeze, ale wiedziała, że Newberry to jeden z najlepszych college'ów w całych Stanach Zjednoczonych i wszyscy byli bardzo dumni, że znajduje się właśnie tutaj, w okręgu DuPage.
– No tak. Pani uczy nauk ścisłych, prawda?
– Jestem fizykiem. Wykładam teorię względności pola kwantowego. Poza tym badam kwarki w Laboratorium Preeze.
– Coś takiego. Pewnie w szkole miała pani same piątki.
– Niewiele czasu spędziłam w szkole. Kiedy miałam czternaście lat, poszłam do college'u. – Kolejna łza spłynęła po policzku. Doktor Jane wyprostowała się tylko.
– Czternaście? Nie do wiary!
– Zanim skończyłam dwadzieścia, obroniłam pracę doktorską. – Chyba coś w niej pękło. Oparła łokcie na stole, zacisnęła dłonie w pięści, pochyliła głowę. Jej ramiona zadrżały, ale nie wydała nawet jednego dźwięku. Widok tej dumnej kobiety pogrążonej w rozpaczy był tak żałosny, że Jodie zrobiło jej się żal. Poza tym ogarnęła ją ciekawość.
– Pokłóciła się pani z narzeczonym?
Okularnica nie podniosła głowy, tylko zaprzeczyła powolnym ruchem.
– Nie mam narzeczonego. Miałam. Byłam przez sześć lat z doktorem Craigiem Elkhartem.
Więc nie jest lesbijką.
– To kawał czasu.
Podniosła głowę. Miała mokre policzki i zaciśnięte usta.
– Niedawno ożenił się z dwudziestoletnią sekretarką imieniem Pamela. Kiedy mnie rzucił, oznajmił: „Przykro mi, Jane, ale już mnie nie podniecasz".
Biorąc pod uwagę jej sztywniactwo, Jodie wcale mu się nie dziwiła, ale i tak nie powinien był tego mówić.
– Faceci to dupki.
– Nie to jest najgorsze. – Splotła dłonie. – Najgorsze jest to, że byliśmy razem przez sześć lat, a nawet za nim nie tęsknię.
– Więc czym się pani tak martwi? – Kawa była gotowa. Jodie podeszła do ekspresu.
– Nie chodzi o Craiga, tylko o to, że… Nie, właściwie o nic. Nie powinnam się tak rozklejać. Nie wiem, co mi jest.
