– Znowu narozrabiał – oświadczyła tonem, z którego wynikało, że się tym specjalnie nie przejęła.

Przed wyjściem z mieszkania włączyła alarm. To dla Rebusa też było czymś nowym. Mieszkanie studenckie wyposażone w instalację alarmową. W dodatku drzwi zamknęła na zamek Yale i dodatkowo na zasuwę, jakby chciała je dobrze zabezpieczyć. Potem zbiegła jedno piętro po schodach i wkroczyła w ciepłe wieczorne powietrze. Od Princess Street oddzielało ją strome podejście, skąd, po pokonaniu kolejnego wzniesienia, można było wydostać się na Stare Miasto i na Stronę Południową. Na pewno nie miała zamiaru iść piechotą, jednak rejestry rozmów z jej telefonu stacjonarnego i komórkowego nie zawierały numeru żadnej z firm taksówkowych w mieście. Zatem, jeśli pojechała taksówką, musiała ją złapać na ulicy.

Jeśli w ogóle do tego doszło.

– To nie ja – powiedział David Costello.

– Co nie ty?

– Ja jej nie zabiłem.

– Nikt nie twierdzi, że ją zabiłeś.

– Nie? – Znów spojrzał Rebusowi prosto w oczy.

– Nie – zapewnił go Rebus, bo na tym polegało jego zadanie.

– No bo ten nakaz rewizji… – zaczął Costello.

– To standardowa procedura w tego rodzaju sprawach – wyjaśnił Rebus.

Tak zresztą było naprawdę: w przypadku zniknięcia kogoś w niewyjaśnionych okolicznościach przeszukiwano wszystkie miejsca, w których zaginiony mógłby się znajdować. Należało przy tym trzymać się wymaganej procedury: uzyskiwać podpisy pod nakazami i zgody zwierzchników na wszelkie podejmowane działania. Takim działaniem było też przeszukanie mieszkania chłopaka zaginionej. Rebus mógłby przy tym dodać: „A robimy to dlatego, bo w dziewięciu przypadkach na dziesięć winnym jest ktoś z kręgu znajomych ofiary”.



3 из 506