
Polityka Zwierzchników napotkała również bierny opór. Zazwyczaj Karellen umiał dać sobie z tym radę, pozwalając przeciwnikom robić swoje, dopóki nie odkryli, że odmawiając współpracy, sami sobie wyrządzają krzywdę. Tylko raz podjął bezpośrednią akcję skierowaną przeciw krnąbrnemu rządowi.
Przez ponad sto lat Republika Południowej Afryki była ośrodkiem napięć spolecznych. Ludzie dobrej woli po obu stronach usiłowali zbudować most, jednak daremnie — obawy i uprzedzenia były zbyt głęboko zakorzenione, by mogła się udać jakakolwiek współpraca. Kolejne rządy różniły się jedynie stopniem tolerancji; Ziemia była zatruta nienawiścią i jadem wojny domowej.
Kiedy stało się jasne, że nie zostaną podjęte żadne wysiłki, aby położyć kres tej sytuacji, Karellen przekazał swoje ostrzeżenie. Po prostu wyznaczył datę i godzinę, nic więcej. Zrozumiano go, lecz niezbyt się tym przejęto, bowiem nikt nie wierzył, że Zwierzchnicy mogą podjąć jakieś działania, które obejmą zarówno winnych, jak i niewinnych.
I nie podjęli. Tyle że Słońce minęło południk Kapsztadu — i zgasło. Pozostała blada, czerwonawa kula nie dająca światła ani ciepła. W jakiś sposób w głębi kosmosu promienie słoneczne zostały spolaryzowane przez nieznane pole siłowe nie przepuszczające żadnego promieniowania. Obszar Ziemi objęty tym zjawiskiem miał średnicę pięciuset kilometrów i kształt idealnego okręgu.
Pokaz trwał trzydzieści minut. Wystarczyło; następnego dnia rząd Południowej Afryki ogłosił, że białej mniejszości zostają przywrócone pełne prawa obywatelskie.
Mirno takich pojedynczych wypadków, rodzaj lucbki zaakceptował Zwierzchników jako część naturalnego porządku rzeczy. W zaskakująco krótkim czasie początkowy szok poszedł w niepamięć i świat ponównie zajął się swoimi sprawami. Największą zmianą, jaką mógłby zauważyć obudzony ponownie Rip van Winkle było przyciszone oczekiwanie, rodzaj wewnętrznego oglądania się przez ramię, z jakim ludzkość czekała, aż Zwierzchnicy wyjdą ze swych lśniących statków i pokażą się publicznie.
