
— Nie martwcie się — zaśmiał się Grigoriewicz. — To ich czeka wielka niespodzianka. Pamiętajcie, oni nic o nas nie wiedzą.
Schneider przez chwilę zastanawiał się, czy istotnie tak było, lecz uznał, że bezpieczniej nie wyrażać swoich wątpliwości. Mogłoby to popchnąć myśli Grigoriewicza na zbyt zawiłe i kręte tory, a jeśli rzeczywiście gdzieś nastąpił przeciek, jemu samemu trudno byłoby oczyścić się z podejrzeń.
Wartownik zasalutował, gdy ponownie wchodzili do budynku zarządu. Pomyślał ponuro, że jest tu prawie tylu wojskowych, ilu techników. Jednak tacy właśnie byli Rosjanie i jak długo wojskowi schodzili mu z drogi, nie miał powodu do skarg. W sumie, poza irytującymi drobiazgami, wszystko przebiegało zgodnie z jego oczekiwaniami. Tylko przyszłość pokaże, czy Reinhold wybrał lepiej.
Właśnie zabierał się do pisania ostatniego raportu, gdy przerwała mu wrzawa podnieconych głosów. Przez moment siedział za biurkiem bez ruchu, zastanawiając się, jakież wydarzenie mogło być powodem naruszenia surowej dyscypliny obozu. Potem podszedł do okna — i po raz pierwszy w życiu poczuł rozpacz.
Kiedy Reinhold schodził z pagórka, niebo nad jego głową było już pełne gwiazd. Na morzu „Forrestal” wciąż przeczesywał fale świetlistymi palcami, podczas gdy rusztowanie wzniesione na brzegu, wokół „Kolumba” rozbłysło światłami jak wigilijna choinka. Tylko sterczący dziób statku odcinał się czarnym cieniem na tle rozgwieżdżonego nieba.
Z baraków personelu dobiegły dźwięki tanecznej muzyki i Reinhold podświadomie dostosował krok do jej rytmu. Właśnie dochodził do wąskiej drogi biegnącej skrajem piaszczystej plaży, gdy jakieś przeczucie, jakiś zauważony kątem oka ruch kazały mu się zatrzymać. Zaskoczony, popatrzył na morze i ponownie na ląd; dopiero po chwili przyszło mu do głowy, by spojrzeć w górę.
