– Gdzie byłeś?

– W knajpie.

– Z kim?

– Spotkałem dwóch kolegów, tych, co wczoraj – Ebnera i Domagallę.

Sophie wstała i wsunęła się pod kołdrę. Nieco zdziwiony Mock uczynił to samo i przytulił się mocno do pleców żony. Nie bez wysiłku przecisnął ramię pod jej pachą i chciwie rozsunął palce na miękkiej piersi.

– Wiem, że chcesz mnie przeprosić. Wiem o tym doskonale. Bądź dalej dumny, twardy i nic nie mów. Wybaczam ci zachowanie u Franza. Wybaczam ci późne przyjście. Chciałeś się napić, byłeś zdenerwowany – mówiła monotonnym głosem, patrząc w lustro toaletki stojącej naprzeciwko łóżka. – Mówisz, że byłeś z kolegami. Nie kłamiesz. Na pewno nie byłeś z żadną kobietą – podniosła się na łokciu i spojrzała w oczy swojemu odbiciu. – W takim stanie nie dałbyś rady żadnej kobiecie. Ostatnio niewiele możesz z siebie wykrzesać. Po prostu jesteś słaby w alkowie.

– Teraz mogę, jestem w stanie cię ujarzmić. Będziesz mnie błagała, bym przestał – Mockowi płonęły policzki, jedną ręką szarpał muślin szlafroka, drugą – bawełnę kalesonów. – Dziś w końcu pocznie się nasze dziecko.

Sophie odwróciła się do męża i dotykając ustami jego ust, mówiła głosem rozespanego dziecka:

– Czekałam na ciebie wczoraj, byłeś z kolegami, czekałam na ciebie dzisiaj – też byłeś z kolegami, chcesz się teraz pierdolić?

Mock uwielbiał, kiedy była wulgarna. W podnieceniu rozerwał kalesony. Sophie oparła się o ścianę. Spod jej nocnej koszuli wysunęły się dwie wąskie zaróżowione stopy. Mock zaczął je gładzić i całować. Sophie wsunęła palce w gęste włosy męża i odsunęła jego głowę.

– Chcesz się pierdolić? – ponowiła pytanie. Mock zamknął oczy i skinął głową. Sophie podciągnęła nogi ku sobie i obiema stopami dotknęła klatki piersiowej męża. Wyprostowała je gwałtownie, spychając go z łóżka. – Z kolegami się pierdol – usłyszał szept żony, gdy upadał na szorstki dywan.



11 из 264