
Pomógł mu sam Windle Poons.
— Rozważam powrót na ten świat jako kobieta — oświadczył ze swobodą.
Kwestor kilka razy otworzył i zamknął usta.
— Nie mogę się już doczekać — ciągnął Windle. — Myślę, że może to być, mmm, świetna zabawa.
Kwestor rozpaczliwie przeszukiwał swój skromny repertuar inteligentnych uwag dotyczących kobiet. Pochylił się do pomarszczonego ucha Windle 'a.
— Czy nie wiąże się to… — Zastanowił się. — Ze zmywaniem? I słaniem łóżek, kuchnią i takimi rzeczami?
— Nie w takim, mmm, życiu, jakie mam na myśli — odparł stanowczo Windle.
Kwestor zamknął usta. Nadrektor zastukał łyżką o stół.
— Bracia — zaczął, kiedy zapadło coś zbliżonego do ciszy. Wywołał głośny i nierówny chór entuzjastycznych okrzyków.
— Jak wszyscy wiemy, zebraliśmy się tu dzisiaj, by uczcić, hm, zakończenie kariery zawodowej… Nerwowe śmiechy…
— …naszego drogiego przyjaciela i kolegi Windle'a Poonsa. Kiedy patrzę, jak siedzi tu wśród nas, przypominam sobie szczęśliwie historyjkę o krowie z trzema drewnianymi nogami. Jak się zdaje, żyła sobie kiedyś taka krowa i…
Kwestor zamyślił się. Znał już tę historyjkę. Nadrektor zawsze psuł pointę, zresztą kwestor miał inne sprawy na głowie.
Cały czas zerkał na mały stolik.
Kwestor był człowiekiem życzliwym, choć nieco nerwowym. Lubił swoją pracę. Pomijając wszystko inne, nikt z magów nie chciał zająć jego miejsca. Wielu pragnęło zostać nadrektorem, na przykład, albo mistrzem jednego z ośmiu obrządków magicznych, ale nikt nie marzył o spędzaniu długich godzin w gabinecie, przekładaniu papierów i dodawaniu kolumn liczb. Wszystkie dokumenty uniwersytetu zwykle trafiały na biurko kwestora, co oznaczało, że często kładł się do łóżka zmęczony, ale przynajmniej spał spokojnie i nie musiał pilnie sprawdzać, czy w nocnej koszuli nie ma jakichś nieproszonych skorpionów.
