Kwestor nie mógł oderwać wzroku od zegarka. Z wnętrza dobiegał zgrzyt pedałów — to demon cierpliwie pokonywał swą drogę do nieskończoności.

Dwadzieścia pięć po dziewiątej.

Kwestor myślał, jak to się odbędzie. Czy usłyszą — …Będziemy chyba mieli wyjątkowego gościa! — stuk kopyt na zewnątrz?

Czy drzwi naprawdę się otworzą, czy On przez nie przeniknie? Znany był przecież ze swej umiejętności przedostawania się do zamkniętych szczelnie pomieszczeń… Zwłaszcza do zamkniętych szczelnie pomieszczeń, jeśli się dobrze zastanowić. Wystarczy zamknąć się naprawdę szczelnie, a reszta jest już tylko kwestią czasu.

Kwestor miał nadzieję, że On użyje drzwi w zwykły sposób. Nerwy i tak miał już napięte do granic.

Gwar rozmów cichł powoli. Coraz więcej magów, jak zauważył kwestor, spoglądało na drzwi.

Windle znalazł się pośrodku bardzo taktownie rosnącego kręgu. Nikt go właściwie nie unikał, tyle że pozornie losowe ruchy Browna delikatnie odsuwały wszystkich coraz dalej.

Magowie widzą Śmierć. A kiedy mag umiera, Śmierć przybywa osobiście, by odprowadzić go z tego świata. Kwestor nie rozumiał, dlaczego jest to uznawane za zaszczyt…

— Nie wiem, na co się wszyscy tak gapicie — rzekł wesoło Windle. Kwestor otworzył pokrywkę zegarka. Klapka pod dwunastką odskoczyła.

— Może przestaniesz wreszcie tak potrząsać? — pisnął demon. — Tracę rachubę.

— Przepraszam — syknął kwestor. Była dziewiąta dwadzieścia dziewięć.

Nadrektor wystąpił przed zebranych.

— No to żegnaj, Windle — powiedział, potrząsając pergaminową dłonią starca. — Bez ciebie to miejsce nie będzie już takie samo.



17 из 242