
— A co wtedy było? — spytała jej najbliższa sąsiadka.
— Lód. Jeśli to można nazwać lodem. Wtedy mieliśmy porządne lodowce. Nie takie coś, co trafia się teraz, poleży pół roku i już go nie ma. Tamten lód leżał przez całe wieki.
— No to co się z nim stało?
— Odszedł.
— Dokąd odszedł?
— Tam, gdzie odchodzą rzeczy. Wszystko stale gdzieś pędzi.
— O rany… Ta była ostra.
— Co takiego?
— Ta zima przed chwilą.
— To nazywasz zimą? Kiedy byłam pędem, mieliśmy takie zimy, że…
I wtedy drzewo zniknęło.
Po trwającej kilka lat chwili zdumionego milczenia, jedna z kępy odezwała się wreszcie.
— Ona zniknęła. Ot tak sobie! Jednego dnia tu stała, a następnego jej nie było!
Gdyby pozostałe drzewa były ludźmi, z pewnością przestąpiłyby z nogi na nogę.
— To się zdarza., moja mała — odpowiedziało ostrożnie jedno z nich. — Trafiła do Lepszego Miejsca
Młoda sosna, licząca sobie zaledwie pięć tysięcy sto jedenaście lat, nie była przekonana.
— Do jakiego Lepszego Miejsca?
— Nie jesteśmy pewne — odparła jej starsza koleżanka. Zadrżała lekko w dmuchającym przez tydzień wietrze. — Ale myślimy, że są tam… trociny.
Ponieważ drzewa nie są w stanie nawet zauważyć zdarzenia, które trwa krócej niż dzień, nie usłyszały stuku siekier.
Windle Poons, najstarszy mag wśród profesorów Niewidocznego Uniwersytetu…
…znanego z magii, magów i sutych bankietów… …także miał umrzeć.
Wiedział o tym, na swój kruchy i drżący sposób. Oczywiście, myślał, jadąc swym wózkiem inwalidzkim po bruku w stronę położonego na parterze gabinetu, w sensie ogólnym wszyscy wiedzą, że mają umrzeć. Nawet zwykli ludzie. Nikt nie wie, gdzie był człowiek, zanim się urodził, ale kiedy już się urodził, dość szybko odkrywał, że przybył ze skasowanym biletem powrotnym.
