
— Dostanę obrzydliwą, ciepławą lurę… mruknął.
— Sądząc z pańskich poprzednich przewidywań — uśmiechnąłem się — powinno i tym razem się sprawdzić…
— Ja nie przewiduję — powiedział nagle. Ja wiem.
— Jak to? Czyżby pan był… jasnowidzem? — zażartowałem.
— W nomenklaturze parapsychologicznej tak się to nazywa — powiedział powoli. — Ja jednak inaczej określiłbym mój przypadek… Potrafię przewidzieć tylko rzeczy dotyczące mnie osobiście. Fakty, w których będę brał udział bezpośrednio, lub te, o których się w ten czy inny sposób dowiem. Nie, źle powiedziałem. Ja nie przewiduję, ja wiem… Tak jak pan wie to, co działo się z panem lub wokół pana, powiedzmy, przed godziną, przed rokiem i tak dalej…
— Chce pan powiedzieć — zauważyłem że pan pamięta swoją przyszłość?
— Owszem, jeśli można się tak absurdalnie wyrazić, to pamiętam swą przyszłość. Wiem to, co się dopiero stanie. Nazwałbym to prognozją, dobrze brzmi…
— Świetnie! W ogóle to doskonały pomysł, kapitalny żart. Że też w taki upał nie traci pan humoru…
Nieznajomy posmutniał jakby, patrząc na mnie poważnie spod na wpół opuszczonych powiek.
— Bardzo bym był szczęśliwy, gdyby to tylko żart… — powiedział cicho. — Niestety, to prawda, panie Kowalski!
— Coo? Pan zna moje nazwisko? Nie pamiętam, abym je wymieniał…
— Gdyby nawet je pan wymienił, nie mógłbym go pamiętać! Oprócz prognozji bowiem dotknięty jestem całkowitą amnezją! Rozumie pan? To jest właśnie całe moje nieszczęście, podwójne nieszczęście: nie pamiętam ani jednej chwili z mojej przeszłości, a za to znam całą swą przyszłość!
Nie mogłem wydobyć z siebie głosu. W osłupieniu patrzyłem na tego człowieka, nie wiedząc wciąż, czy żartuje, czy też mówi serio.
— Ależ… to przecież zupełnie niemożliwe? I skąd wie pan w takim razie, jak się nazywam? — Dowiem się w przyszłości i stąd pamiętam…
