
Ta uwaga dotknęła Scarfe’a do żywego.
— Mamy wystarczająco wielu innych sympatyków, proszę pana. Jeżeli pan to tak odczuwa, to wie pan… Do nas przychodzą ludzie z całego świata. Sztuczne życie umiemy już stwarzać od dwudziestu kilku lat, ale po raz pierwszy metodę tą zastosowaliśmy dla stworzenia ludzi pierwotnych. Bardzo się dziwię pańskiemu stanowisku. I to w tak oświeconych czasach! Mam nadzieję, że pan wie, jak stwarzamy tych magdaleńczyków, iguanodony, te małe campsognathii i alozaury? Swanwick ruszył w kierunku wind, zanim jeszcze dał odpowiedź. Jedną z tych wind wjechali przedtem na platformę. Scarfe był zmuszony mu towarzyszyć.
— Po rosyjsko-amerykańskim eksperymencie rozdziału gamet w roku 2070 — mówił beznamiętnie Swanwick — nie trzeba było długo czekać, by najpierw indywidualne chromosomy, potem indywidualne geny, aż wreszcie pełne znaczenie porządku liniowego genów zostało ostatecznie zrozumiane i zaklasyfikowane. Sztuczne życie stworzono z powodzeniem już kilkadziesiąt lat przedtem. Te prymitywne „syntżycia” wykorzystywano dla uzyskania pożądanych informacji genetycznych. Potem było już możliwe stosowanie tych informacji w konstrukcji „syntżyć” o dowolnej kombinacji genów. Jak pan widzi, trochę znam literaturę.
— Nigdy w to nie wątpiłem — powiedział pokornie Scarfe. Gdy weszli do windy, dodał: — Ale dopiero Elroy odkrył, że analizy genetyczne wygasłych gatunków można przeprowadzić z ich kości — nawet kopalnych — i to umożliwiło stworzenie projektu tridioramy. Najpierw udało mu się uzyskać wzór genetyczny iguanodona. Po roku już sprzedawał żywe iguanodony do wszystkich ogrodów zoologicznych na świecie. Czy pan to uważa za nieetyczne, doktorze Swanwick?
Pewnie tak.
— Nie, nie uważam. Dopiero kiedy Elroy wyprodukował pierwotnych mężczyzn i kobiety w taki sam sposób jak iguanodony, organizacje religijne objawiły dla tej sprawy zainteresowanie.
