
LITTLE: — I zrobili?
FRANKENSTEIN: — No przecież pacjentka żyje, jak pan widzi. Ale to są kosztowne drobiażdżki, może mi pan wierzyć.
LITTLE: — Dobrze, że mogła sobie na to pozwolić.
FRANKENSTEIN: — W każdym razie nie przez ubezpieczalnię.
LITTLE: — Ile przeszła operacji i w ciągu ilu lat?
FRANKENSTEIN: — Pierwszą poważną operację zrobiłem jej trzydzieści sześć lat temu. Od tamtej pory przeszła siedemdziesiąt osiem operacji.
LITTLE: — A ile ona ma lat?
FRANKENSTEIN: — Sto.
LITTLE: — Ależ ta kobieta musi mieć nerwy!
FRANKENSTEIN: — Może je pan sobie obejrzeć.
LITTLE: — Ja… miałem na myśli jej odwagę. Hart ducha.
FRANKENSTEIN: — My ją oczywiście usypiamy. Nie operujemy bez środków znieczulających.
LITTLE: — Ale mimo to…
FRANKENSTEIN klepie Swifta po ramieniu. Swift zsuwa słuchawkę z jednego ucha, zerkając jednocześnie na gości i na pulpit.
FRANKENSTEIN: — Doktor Tom Swift, doktor Elbert Little. Tom jest moim asystentem.
SWIFT: — Cześć.
FRANKENSTEIN: — Doktor Little jest lekarzem z Vermont. Był tu akurat niedaleko i postanowił nas odwiedzić.
LITTLE: — Co pan słyszy w słuchawkach?
SWIFT: — Wszystko, co się dzieje w pokoju pacjentki. — (Podaje Little’owi słuchawki) — Bardzo proszę, pan jest naszym gościem.
LITTLE: (Wsłuchując się) — Nic nie słychać.
SWIFT: — Ją teraz czeszą. Jest tam u niej kosmetyczka. Zawsze jest cicho podczas czesania. — (Bierze od Little’a słuchawki).
FRANKENSTEIN (do Swifta): — Powinniśmy pogratulować naszemu młodemu gościowi.
SWIFT: — Z jakiej okazji?
LITTLE: — Słuszne pytanie. Właśnie: z jakiej okazji?
FRANKENSTEIN: — Słyszałem o wielkim zaszczycie, jaki pana spotkał.
LITTLE: — Ale obawiam się, że ja nie słyszałem.
FRANKENSTEIN: — Pan jest tym doktorem Little, który w ubiegłym miesiącu w ankiecie pisma „Kobieta i Dom” został wybrany Lekarzem Domowym Roku?
