
Tunwell rozpromienił się jeszcze bardziej.
– A co ci mówiłem, Myronie? Co? Fantastyczne, no nie?
Myron kiwnął głową. Reklama była dobra. Bardzo dobra. Celna, dobrze zrobiona, z pozytywnym wydźwiękiem, ale bez zadęcia.
– Podoba mi się – powiedział.
– Mówiłem ci. Bo mówiłem ci, prawda? Znowu mi staje. Jak Bozię kocham, tak mi się podoba. Może znów dostanę orgazmu. Tu i teraz. Kiedy z tobą rozmawiam.
– Dobrze wiedzieć.
Tunwell ryknął gromkim śmiechem. Klepnął Myrona w ramię.
– Ned?
Śmiech Tunwella powoli ucichł, niczym odtwarzana płyta. Otarł łzy z oczu.
– Wykończysz mnie, Myronie. Już nie mogę się śmiać. Naprawdę mnie wykończysz.
– Tak, jestem niemożliwy. Czy słyszałeś o zamordowaniu Valerie Simpson?
– Jasne. Podali wiadomość przez radio. Jak wiesz, była moją klientką.
Wciąż się uśmiechał. Oczy miał szeroko otwarte i bystre.
– Reklamowała Nike’a? – spytał Myron.
– Taa. I pozwól, że ci powiem, iż sporo nas kosztowała. Wydawała się pewniakiem. Kiedy podpisaliśmy z nią kontrakt, miała dopiero szesnaście lat, a już wtedy doszła do finału French Open. Ponadto była ładną dziewczyną, typową Amerykanką i tak dalej. I już była rozwinięta, jeśli rozumiesz, o czym mówię. Nie była cudownym dzieckiem, które nagle może podrosnąć i zamienić się w potwora. Tak jak Capriatti. Valerie była słodka.
– No to co się stało?
Ned Tunwell wzruszył ramionami.
– Przeszła załamanie nerwowe. Cholera, to wszystko było w gazetach.
– Z jakiego powodu?
– Niech mnie diabli, jeśli wiem. Krążyło mnóstwo plotek.
– Na przykład?
Otworzył usta, ale zaraz je zamknął.
– Nie pamiętam.
– Nie pamiętasz?
– Posłuchaj, Myronie, większość ludzi uważała, że było tego za dużo, rozumiesz? Za dużo presji. Valerie nie mogła tego znieść. Większość tych dzieciaków nie daje rady. No wiesz, są na szczycie, a potem nagle wszystko diabli biorą. Nie możesz sobie wyobrazić, jak to jest, stracić w ten sposób wszystko jak… hm…? – Ned zacukał się. Pochylił głowę. – Do cholery.
