W rezultacie postrach licznych wsi poszedł siedzieć, przyłożyli mu, z racji kilku ofiar śmiertelnych, całe dwadzieścia pięć lat i wiadomo było, że przesiedzi co najmniej piętnaście. Dzięki Eluni na jakiś czas był z nim spokój.

I nikomu jakoś nie przyszło do głowy, że tych skojarzeń wreszcie doznał i jasnowłosą, nieruchomą, wpatrzoną w niego oczami rozmiaru talerzyków deserowych dziewczynkę zapamiętał sobie na zawsze.

W późniejszych latach swego życia Elunia zamierała i nieruchomiała jakoś bardziej kameralnie, nikomu przy tym nie wpadając w oko i ponosząc straty możliwe do ukrycia. Chociażby ciasteczka. W sklepie, gdzie w innym miejscu wybierało się kuszący towar, a w innym płaciło i odbierało paczkę, ktoś przez pomyłkę zabrał jej pakunek. Zamiast wydać okrzyk i upomnieć się o swoje, Elunia, rzecz jasna, zamarła, tym razem z oburzenia. Ciasteczka jednakże stanowiły jej prywatną własność i nikogo nie musiały interesować, nie zjadła ich po prostu.

Za to później, w szkole, omal nie zaprzepaściła matury. Pisemne egzaminy odpracowała bezboleśnie, ale już pierwszy ustny padł jej kłodą pod nogi. Z przejęcia i zdenerwowania nie była w stanie wydobyć z ust nawet słowa „dzień dobry”, nie wspominając już o przejściu na właściwe miejsce i udzieleniu odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie. Na szczęście nauczycielki znały już nieco jej osobliwe reakcje i dały spokój na dostatecznie długą chwilę, żeby skamieniałość jej przeszła. Zamierzony ślub natomiast miał wielkie szansę zakończyć się skandalem.

Został zrealizowany zgoła cudem. Elunia już studiowała na ASP, zamierzając poświęcić się grafice i reklamiarstwu, umysłowo bowiem nie była niedorozwinięta i zdawała sobie sprawę, że musi wybrać zawód, na który ewentualne nieruchomienie i zamieranie pozostałoby bez wpływu.



5 из 281