
— I mają na to niecałe piętnaście lat — przypomniał Miro. — Mało prawdopodobne.
— Ale możliwe.
— Tak. Istnieje szansa. I licząc na tę szansę, chcesz się pozbyć floty?
— Flotę wysłano, by zniszczyła Lusitanię, niezależnie od tego, czy opanujemy wirusa, czy nie.
— Powtarzam: motywacja rządu nie ma znaczenia. Jakiekolwiek były powody, zniszczenie Lusitanii może się okazać jedyną pewną obroną dla reszty ludzkości.
— A ja powtarzam, że nie masz racji.
— Jesteś Demostenesem, prawda? Andrew mi powiedział.
— Tak.
— Ty wymyśliłaś Hierarchię Obcości. Utlanningowie to obcy z naszego świata. Framlingowie to obcy naszego gatunku, ale z innego świata. Rameni to obcy innego gatunku, ale zdolni do porozumienia z nami, do współistnienia z człowiekiem. I wreszcie varelse… Kim oni są?
— Pequeninos nie są varelse. Królowa kopca też nie.
— Ale descolada tak. Varelse. Obca forma życia, która może unicestwić całą ludzkość…
— Chyba że ją poskromimy…
— …I z którą nie możemy się porozumieć. Obcy gatunek, z którym nie potrafimy współżyć. To ty napisałaś, że w takim przypadku wojna jest nieunikniona. Jeśli obcy gatunek próbuje nas zniszczyć, a my nie możemy nawiązać kontaktu, nie potrafimy się porozumieć, wtedy nie ma żadnej szansy, by pokojowo zmienić ich zamiary. Wtedy usprawiedliwione jest każde działanie, które może nas ocalić. Nie wyłączając całkowitej likwidacji tamtej rasy.
— To prawda — przyznała Valentine.
— Ale co zrobić, jeśli musimy unicestwić descoladę, a nie umiemy tego zrobić, nie zabijając wszystkich pequeninos, królowej kopca i każdej istoty ludzkiej na Lusitanii?
Ku zdumieniu Mira, w oczach Valentine lśniły łzy.
— Więc tym się stałeś… Miro nie zrozumiał.
— Od kiedy ta rozmowa zmieniła się w dyskusję o mnie?
