Dzielił ich tylko jeden krok i Tammy miała nieprzepartą ochotę ten krok zrobić.

– Czy Henry już zasnął? – spytał Mark.

– Tak. Wejdź.

– Przyniosłem mu coś. – Podał jej pluszowego misia i uśmiechnął się jeszcze szerzej na widok jej zdumionej miny.

– Skąd wiedziałeś, że właśnie tego mu teraz potrzeba?

Spoważniał.

– Może to cię zdziwi, ale nie jestem zupełnie pozbawiony wrażliwości.

Obróciła misia w dłoniach. Był w sam raz. Nie za duży, nie za mały, mięciutki, z łapkami, które nie sterczały sztywno, tylko poruszały się zabawnie. Na pyszczku miał troszeczkę krzywy uśmiech uroczego zawadiaki. Idealny miś do kochania.

– Gdzie go znalazłeś? – spytała z zachwytem.

– W dwudziestym sklepie, do którego wszedłem. No, może trochę przesadzam, ale niewiele. Trudno dostać dobrego misia, większość zabawek jest do niczego.

Tammy podeszła do łóżeczka i z czułością ułożyła misia przy twarzyczce Henry'ego.

– Och, Mark… – powiedziała zdławionym głosem. On jednak nie słuchał. Rozglądał się dookoła z dezaprobatą.

– Chwileczkę, przecież dzwoniłem do recepcji i kazałem, żeby ci dano apartament z oddzielną sypialnią, a tu jest tylko jeden pokój. W takich warunkach nie da się zjeść kolacji ani porozmawiać.

– Nie chciałam apartamentu.

– Dlaczego? Ja płacę.

Chwilowe porozumienie, osiągnięte dzięki misiowi, poszło w niepamięć.

– Sama zapłacę. Nie potrzebuję twojej łaski!

Mark uśmiechnął się pobłażliwie, a ją ogarnęła furia. Proszę, książę był rozbawiony buntem ludu…

– A jak ci się tutaj nie podoba, to możesz sobie iść!

To już go nie bawiło. Lud mógł się buntować, ale w sensownych granicach.

– Bądź rozsądna. Wynajmijmy opiekunkę i zejdźmy do restauracji.

– Choćbyś zaprosił mnie nie wiem dokąd, a Henry'emu przyniósł nie wiem ile prezentów, nic ci to nie da. On zostaje ze mną.



24 из 105