– Mamy zjeść kolację tutaj, pamiętaj.

– Oczywiście. Inaczej zawołasz tych osiłków, a oni wywloką mnie stąd za kołnierz, przez co pogwałcą prawo międzynarodowe. Nie mogę do tego dopuścić. Jestem zdany na twoją łaskę i niełaskę. – Posłał jej rozbrajający uśmiech. Tammy cofnęła się o krok.

– Coś mi to za pięknie brzmi…

– Możesz mi zaufać – powiedział cicho.

Przez długą chwilę patrzyli sobie prosto w oczy.

– Dobrze, zamówmy kolację – zdecydowała w końcu. – Tylko żadnych żabich udek!

– Ani steku z kangura – uzupełnił z udawaną powagą Mark.

– Zgoda.

– Widzisz, jak świetnie się dogadujemy? – ucieszył się.

Kolacja przez jakiś czas przebiegała w milczeniu Wróćmy do kwestii listu – zaproponował w końcu Mark, dolewając wina.

– Nie widzę potrzeby. Pewnie i tak mniej więcej potrafisz odgadnąć jego treść.

– Mylisz się. Niewiele wiem o małżeństwie Jeana-Paula, rzadko się z nim widywałem, nasze rodziny pozostawały od jakiegoś czasu w konflikcie.

– Skoro tak, to czemu władza nie przeszła na kogoś z tamtej rodziny, tylko na ciebie?

– Bo z tamtej linii został już tylko Henry. Starszy brat Jeana-Paula, Franz, uwielbiał szybką jazdę i pięć lat temu zginął w wypadku samochodowym. Po nim władzę w kraju przejął Jean-Paul. Ja byłem dopiero trzeci w kolejce do tronu, więc nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę rządzić Broitenburgiem. A tu taki pech!

Zmarszczyła brwi.

– Pech?

– Tak. Naprawdę wolałbym tego uniknąć za wszelką cenę. Nie mam jednak wyjścia, dopóki Henry nie dorośnie.

– Westchnął ciężko. – To co? Powiesz mi, co napisała Lara?

Tammy w zamyśleniu obróciła w palcach kieliszek ze znakomitym czerwonym winem, którym popijali pysznego homara. Właściwie miała już serdecznie dość sekretów. Wystarczy, że matka i siostra ukrywały prawdę, przez co ucierpiał Henry. Może należało postawić na szczerość.



29 из 105