Dunworthy założył okulary i rozejrzał się dokoła. Na półkach za barem wiły się plastikowe węże, przez które przebiegały różnokolorowe błyski, natomiast w kącie baru na obrotowej podstawce stała sztuczna, przeraźliwie zielona choinka.

Byli sami, jeśli nie liczyć stojącego za barem postawnego mężczyzny o czerwonej, mięsistej twarzy. Mary przecisnęła się między dwoma stolikami i zajęła miejsce w kącie niewielkiego pomieszczenia.

— Przynajmniej nie słychać tu tych przeklętych kurantów! — stwierdziła z ulgą, stawiając torbę na drewnianej ławie. — Zajmę się napojami, a ty siadaj tu i nigdzie się nie ruszaj. Niewiele brakowało, żeby ten rowerzysta rozjechał cię na śmierć. — Wyłowiła z torby kilka wymiętych banknotów, po czym skierowała się do baru. — Dwa kufle piwa — powiedziała do barmana, a następnie spojrzała na Dunworthy’ego. — Zjesz coś? Mają kanapki i koreczki z serem.

— Widziałaś Gilchrista, jak stał przy konsolecie i uśmiechał się, jakby przed chwilą ktoś narobił mu do kieszeni? Nawet nie upewnił się, czy wszystko poszło jak należy. Kivrin może leżeć tam półżywa albo nastąpił poślizg większy niż przewidywali…

— Dwa kufle piwa i dużą whisky — skorygowała zamówienie.

Dunworthy dopiero teraz usiadł przy stoliku udekorowanym miniaturową szopką z plastikowymi owieczkami i półnagą laleczką w żłóbku.

— Powinien wysłać ją z miejsca, gdzie teraz są wykopaliska — ciągnął nie przejawiając najmniejszego zainteresowania tym, czy ktoś go słyszy. — Obliczenia dla przeskoku z udziałem człowieka muszą być znacznie bardziej precyzyjne niż przy eksperymentach ze zdalnie sterowanymi sondami, choć i tak trzeba się cieszyć, że nie wpadł na pomysł z pętlą czasową. Zatrudnić praktykanta do wyliczenia koordynatów! Bałem się, że kiedy dostanie Badriego, dojdzie do wniosku, że teraz może sobie pozwolić nawet na zrobienie pętli. — Przysunął jedną z owieczek do pasterza. — Wątpię, czy zdaje sobie sprawę z różnicy.



25 из 709