
Dunworthy skinął głową.
— Najlepszy technik, jakiego mamy. — Przez chwilę w milczeniu obserwował Badriego, który wystukiwał coś na klawiaturze nie spuszczając wzroku z monitorów. — Wszyscy technicy z New College wyjechali na ferie. Gilchrist zamierzał wziąć praktykanta, który jeszcze nigdy nie obsługiwał przeskoku z udziałem człowieka. Wyobrażasz sobie? Praktykanta! Z trudem namówiłem go, żeby ściągnął Badriego. Jeśli już się uparł, żeby to zrobić, niech przynajmniej zajmą się tym prawdziwi fachowcy.
Badri zmarszczył brwi, wyjął z kieszeni światłomierz, wstał z fotela i ruszył w kierunku wozu.
— Badri! — zawołał Dunworthy.
Technik nie zareagował. Kontrolując wskazania światłomierza, chodził między porozrzucanymi skrzyniami i kuframi, by wreszcie schylić się i przesunąć jedną z nich nieco w lewo.
— Nie słyszy cię — powiedziała Mary.
— Badri! Muszę z panem porozmawiać!
Mary podniosła się z krzesła.
— On cię nie słyszy, James — powtórzyła. — Ta szyba jest dźwiękoszczelna.
Badri powiedział coś do Latimera, który wciąż trzymał w rękach szkatułkę z metalowymi okuciami, po czym zabrał mu ją i postawił z powrotem w miejscu, w którym na podłodze znajdował się narysowany kredą znak. Latimer sprawiał wrażenie zupełnie zdezorientowanego.
Dunworthy rozejrzał się w poszukiwaniu mikrofonu, lecz nigdzie nie mógł go dostrzec.
— W jaki sposób mogłaś wysłuchać przemowy Gilchrista?
— Nacisnął jakiś guzik — odparła, wskazując tablicę z licznymi przyciskami na jednej ze ścian laboratorium.
Badri wrócił za konsoletę i znowu zaczął mówić do mikrofonu. Ekrany ochronne opuściły się na chwilę, po czym, na polecenie technika, powędrowały z powrotem w górę.
