
Jeszcze parę lat temu na pewno wspominano w nich o konieczności dokonania „pozytywnej identyfikacji groźnej choroby zakaźnej”, ponieważ prasa podniosła rwetes w związku z tajemniczą gorączką, która na trzy tygodnie opanowała pewne małe hiszpańskie miasteczko. Tamtejsi lekarze nie zadali sobie nawet trudu, aby zsekwencjonować wirusa, w związku z czym odezwały się głosy, żeby dostosować przepisy do życia, ale czy podjęto jakieś kroki zmierzające w tym kierunku oraz jakiej były one natury, o tym nie miał najmniejszego pojęcia.
— Czy mogę umieścić je w skrzydle Salvina? — zapytał ponownie Finch.
— Tak. To znaczy nie. Na razie niech zaczekają w świetlicy dla młodszych studentów. Mogą tam ćwiczyć gamy, czy co tam przyjdzie im do głowy. Przede wszystkim proszę odszukać teczkę Badriego i połączyć się z doktor Ahrens. Jeśli nie uda się jej znaleźć, niech pan dzwoni pod ten numer. Na pewno tu będę. Potem trzeba zlokalizować Basingame’a. Ta sprawa jest w tej chwili najważniejsza. Dopiero kiedy go pan namierzy, wróci pan do swoich Amerykanek i przydzieli im pokoje. Nic im się nie stanie, jeśli trochę poczekają.
— Wydaje się pan bardzo zdenerwowany.
Nie bez powodu, pomyślał Dunworthy.
— Może im pan powiedzieć, że zadzwonię, jak tylko zorientuję się w sytuacji.
Ekran zszarzał, po czym zgasł.
— Nie może pan się doczekać, by poinformować Basingame’a o rzekomej pomyłce sekcji średniowiecza — zauważył z przekąsem Gilchrist. — Chyba zdążył pan już zapomnieć, że awaria nastąpiła z winy pańskiego technika, który nadużył narkotyków lub silnie działających leków. Może pan jednak być pewien, iż ja nie zapomnę powiedzieć o tym panu Basingame’owi, kiedy tylko zjawi się na uczelni.
Dunworthy zerknął na zegarek: wpół do piątej. Finch wspomniał, że szosę zablokowano około trzeciej, a więc półtorej godziny temu.
