
Dunworthy nagle przypomniał sobie technika pochylającego się nad Kivrin, przesuwającego jej ramię, poprawiającego ułożenie sukni.
— Wszystkich — powtórzyła z naciskiem. — Nie tylko tych, którym podał rękę, ale nawet tych, z którymi tylko rozmawiał.
— A więc nas także — odezwała się sanitariuszka.
— Oczywiście.
— I Kivrin… — wyszeptał Dunworthy.
Mary miała przez chwilę taką minę, jakby nie wiedziała o kogo chodzi.
— Panna Engle otrzymała pełny zestaw szczepień oraz przeszła kurację wzmacniającą odporność organizmu — oznajmił Gilchrist. — Chyba nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo?
Mary wahała się najwyżej sekundę.
— Nie — stwierdziła stanowczo. — Naturalnie pod warunkiem, że po raz pierwszy zetknęła się z nim dopiero dziś rano.
— Pan Dunworthy wypożyczył mi swojego technika dwa dni temu — oświadczył Gilchrist, niemal wyrywając pielęgniarce z ręki przeznaczone dla niego kartki. — Rzecz jasna byłem pewien, że przedsięwziął te same środki ostrożności, które stosujemy w sekcji średniowiecza, ale teraz widzę, że się pomyliłem. Naturalnie przy pierwszej nadarzającej się sposobności poinformuję o tym pana Basingame’a.
— Jeśli pierwszy kontakt Kivrin z Badrim nastąpił dziś rano, to dziewczyna powinna być już w pełni uodporniona — oznajmiła Mary. — Panie Gilchrist, czy byłby pan uprzejmy?…
Wskazała mu krzesło, a on usiadł, mrucząc coś niechętnie pod nosem.
Mary wzięła od pielęgniarki jeden zestaw formularzy i pokazała wszystkim pierwszy, opatrzony nagłówkiem „Kontakty pierwotne”.
— Na tę listę powinien trafić każdy, z kim Badri zetknął się osobiście. Proszę zanotować, ile razy spotykaliście się z nim w ciągu minionych trzech dni oraz umieścić nazwiska wszystkich osób, które w waszej obecności zbliżały się do niego. Z kolei na tej liście — pokazała kartkę z nagłówkiem „Kontakty wtórne” — przedstawcie wykaz swoich spotkań z innymi ludźmi, zaczynając od chwili obecnej i cofając się w przeszłość.
