W czasie wojny kilku gestapowców postanowiło, ot tak, sprawdzić, co dzieje się za murem. Załomotali w metalową furtkę, nie żałując kułaków i buciorów. Zostali grzecznie wpuszczeni do środka, po czym drzwiczki zatrzaśnięto. Co stało się z nadgorliwymi pachołkami Adolfa, dokładnie nie wiadomo, ale zapewne nic dobrego, bowiem nigdy nie wrócili do rodzinnej Koblencji. Zaraz po wojnie czterej milicjanci postanowili przeprowadzić rewizję w domu za murem. Mieli wyjątkowego pecha. Właśnie wyważali drzwi łomem, gdy zza rogu wypadła rozpędzona ciężarówka. Wnęka przy bramce okazała się zbyt płytka. Sprawcy śmiertelnego wypadku nigdy nie odnaleziono. Spokój domu nie został naruszony.

Każdy z miejsca uzna, że to przecież bzdura. Najmniejszy nawet budynek musi być podłączony do magistrali energetycznych, gazociągu, wodociągu, kanalizacji, telefonu… A figę. Kto tak powiedział? Sięgnijmy do planów. Rura z wodą, biegnąca w kierunku dworca, ciągnie się wzdłuż muru zagadkowej posesji. Widocznie kładący ją w 1907 roku robotnicy nie zastali nikogo, kto otworzyłby im furtkę, i zdecydowali się zmarnować dodatkowych kilkadziesiąt metrów materiału. Podobnie kilkanaście lat później postąpili energetycy, z tym, że ominęli zamkniętą parcelę od drugiej strony. Gazu nigdy tu nie było. A zagadkowi lokatorzy najwyraźniej nigdy nie odczuli potrzeby posiadania telefonu. Zresztą jak niby mieliby sobie załatwić podłączenie do sieci, skoro ich dom z urzędniczego punktu widzenia praktycznie nie istnieje?

Kto mieszka w środku? Spokojnie, pogadamy sobie i o tym…


* * *

Monika Stiepankovic, gdy czuje się bezpieczna, śpi bardzo mocno i głęboko. Ulokowała się w saloniku Stanisławy pod komputerem. Na podłogę rzuciła skórę z renifera. Nakryła się cienkim pledem. Nie zmarznie. Katarzyna Kruszewska siedzi przed monitorem. Bose stopy oparła o księżniczkę. Centralne ogrzewanie w starej kamienicy psuje się z nużącą regularnością. Administracji to nie przeszkadza… Stukanie w klawisze nie jest dźwiękiem na tyle głośnym, by wyrwać wampirzycę ze snu.



3 из 204