– A w jakim celu chcecie wycenić nasz dom? – Pytanie było zabarwione odrobiną ironii.

– Przed wprowadzeniem podatku katastralnego musimy znać wartość nieruchomości…

– I jak nas znaleźliście? Ten adres… – człowiek zawahał się na ułamek sekundy – jest zastrzeżony.

– Normalnie. Sprawdzam po kolei wszystkie domy przy tej ulicy.

Zapadła cisza. Tajemniczy gospodarz coś sobie widać układał w myślach.

– Mogę wejść i się rozejrzeć? – zagadnął urzędnik.

– Zakon nasz ma charakter zamknięty. Nie wpuszczamy tu nikogo. – Mnich nieoczekiwanie uniósł głowę i popatrzył gościowi prosto w oczy.

Młody urzędnik odczuwał dziwny zamęt w myślach. Na szczęście każde następne słowo zakonnika pomagało ten zamęt opanować.

– Jesteśmy wieczyście zwolnieni z wszelkich podatków, tak więc inspekcja nie ma najmniejszego sensu. Po prostu strata czasu. Idź już, synu, pora naszej wieczornej modlitwy nadchodzi – szepnął zakapturzony.

– Oczywiście, najmocniej przepraszam.

Wyszedł na ulicę. Zakręciło mu się w głowie.

– Co to ja chciałem? – Poskrobał się po ciemieniu. – A, jasne, tu wszystko gra, a więc następna nieruchomość. – I ruszył wypełniać swoje obowiązki.


* * *

Za oknami pada ciężki, zimowy deszcz. Krople uderzają o szyby, wybijają werble na parapecie. Zmierzch przyszedł wcześnie. W taką pogodę nawet wampira nie wyrzuca się z domu. Zresztą właściwie po co?

Księżniczka Monika odrobiła już lekcje, a teraz krząta się po kuchni. Ukręciła jakąś zagadkową przyprawę z dużej ilości papryki, teraz moczy mięso w marynacie. Na kolację będą szaszłyki. Katarzyna rozmontowała swój czeczeński rewolwer i teraz starannie czyści broń. Dręczy ją przeczucie, że niebawem się przyda. Stanisława schowała się w sypialni. Wbita w kąt przy oknie haftuje serwetkę. Tyle lat wędrowała bez towarzystwa… Od czasu do czasu lubi posiedzieć sama, ale zaraz wychynie ze swej kryjówki.



40 из 204