— Ale próbujecie tego nie bez sukcesów, jak słyszałam.

— No, udało się nam uzyskać pewien postęp na kontynencie w przypadku zarówno dromidów, jak i ouranidów. Ale wierz mi, słowo „pewien” jest tu wielką przesadą.

— A potem próbujecie tego na Hansonii, gdzie kultura miejscowa musi być wam całkowicie obca. Właściwie to gatunek „ouranid”… Dlaczego? Czy przypad­kiem nie dodajecie sobie zbytecznej pracy?

— Tak… to jest, dodajemy sobie pracy, ale nie jest ona zbyteczna. Widzisz, większość ze współpracujących z nami tubylców spędziło całe swe życie w pobliżu ludzi. Wielu z nich jest stałymi obiektami badań: dromidzi dla zapłaty, ouranidzi zaś dla satysfakcji psychicznej, zabawy, można by rzec. Są rasowo wykorzenieni. Czasem nawet nie mają pojęcia, dlaczego ich „dzicy” krewniacy coś robią. Chcieliśmy sprawdzić, czy mnemoskopia może stać się narzędziem poznania czegoś więcej poza neurologią. Do tego celu potrzebne były nam istoty, które są stosunkowo, hm, nieskażone. Pan Bóg jeden wie, ile jest obszarów dziewiczych na całej półkuli przyplanetarnej. Ale tu oto istniał gotowy Port Kato, zaprojektowany do intensywnych badań w terenie, który jest zarówno izolowany, jak i ściśle ograniczony. Jan i ja postanowiliśmy, że możemy z powodzeniem do naszych programów badań włączyć mnemoskopię.

Wzrok Hugha powędrował ku ogromowi Argo i zatrzymał się na niej.

— Jeśli o nas chodzi — dodał cicho — jest to sprawa przypadkowa: jeden ze sposobów wypróbowywanych w celu stwierdzenia, dlaczego tutaj dromidzi i ouranidzi prowadzą ze sobą wojnę.

— Przecież gdzie indziej też się nawzajem zabijają, prawda?



10 из 51