
— Nie możecie ich spytać, dlaczego ze sobą walczą? — zastanawiała się Chrisoula.
Hugh uśmiechnął się krzywo.
— O, tak, możemy spytać. Do tej pory opanowaliśmy tutejsze języki do celów praktycznych. Pytanie tylko: jak głęboko sięga nasze zrozumienie?
Posłuchaj: jestem specjalistą od dromidów, Jannika zaś od ouranidów i oboje .Usilnie się staraliśmy zdobyć przyjaźń niektórych osobników. Mnie jest trudniej, bowiem dromidzi nie chcą przychodzić do Port Kato, dopóki nie mają pewności, że nie natkną się tu na jakiegoś ouranida. Przyznają, że byliby wtedy zmuszeni próbować go zabić — i przy okazji również zjeść: to ważny akt symboliczny. Dromidzi zgadzają się, że byłoby to pogwałcenie naszej gościnności. Dlatego też ja muszę się z nimi spotykać w ich obozowiskach i schronieniach. Pomimo tego utrudnienia Jannika jest przekonana, że nie posunęła się dalej niż ja. Oboje jesteśmy na równi, w kropce.
— A co mówią tubylcy?
— No, przedstawiciele obu gatunków przyznają, że kiedyś żyli ze sobą w zgodzie… nie mając zbyt wielu bezpośrednich kontaktów, ale interesując się sobą nawzajem w znacznym stopniu. Potem zaś, dwadzieścia-trzydzieści lat temu, coraz więcej dromidów zaczęło tracić płodność. Coraz też częściej poszczególni osobnicy umierali nie przechodząc całego cyklu. Przywódcy zadecydowali, że to wina ouranidów i że należy ich pozabijać.
— Dlaczego?
— Kanon wiary. Brak tu jakiegokolwiek uzasadnienia, które mógłbym rozpoznać, choć potrafię się domyślić motywów, w rodzaju potrzeby znalezienia kozła ofiarnego. Nasi patolodzy szukają prawdziwej przyczyny, ale można sobie wyobrazić, ile czasu to zajmie. A tymczasem napaści i zabójstwa się mnożą.
— Chrisoula popatrzyła na pokryty pyłem grunt.
— Może ouranidzi też się jakoś zmienili? Wówczas dromidzi mogliby wyciągnąć pośpieszny wniosek o post hoc, propter hoc.
