
— Podczas, gdy dromidzi, jak usłyszałam, potrafią w ciągu nocy wymyślić nową, wojowniczą religię. Tak więc na tej wyspie nowa religia okazała się skierowana przeciwko ouranidom, co? To tragiczne… choć ma wiele wspólnego, jak sądzę, z prześladowaniami religijnymi na Ziemi.
— W każdym razie nie możemy im pomóc, dopóki nie zdobędziemy więcej informacji. Jan i ja pracujemy nad tym. Przeważnie przestrzegamy zwykłego sposobu postępowania: badania polowe, obserwacje, wywiady i tak dalej. Eksperymentujemy również z mnemoskopią. Dziś zostanie ona poddana najpoważniejszej jak dotąd próbie.
Chrisoula usiadła wyprostowana, spięta.
— Co będziecie robić?
— Prawdopodobnie skończy się to niepowodzeniem. Sama jesteś naukowcem, więc wiesz, jak rzadko zdarzają się prawdziwe momenty przełomowe. My się tylko wleczemy przed siebie.
Gdy Chrisoula milczała, Hugh nabrał oddechu do dłuższej wypowiedzi.
— Dokładnie mówiąc — ciągnął — Jan wychowuje „dzikiego” ouranida, ja zaś „dzikiego” dromida. Namówiliśmy ich do podłączenia im miniaturowych nadajników mnemoskopowych i pracujemy nad nimi, by rozwinąć nasze własne możliwości. Tego, co odbieramy i tłumaczymy, nie ma zbyt wiele. Nasze oczy i uszy dają nam znacznie więcej informacji. Ale są to dane szczególne, uzupełniające.
Jak to wygląda? Och, nasz tubylec ma przyklejony do głowy aparat wielkości guzika — o ile w przypadku ouranida można mówić o głowie. Energii dostarcza ogniwo rtęciowe. Aparat nadaje sygnał identyfikacyjny w paśmie radiowym; jego moc jest rzędu mikrowatów, ale wystarczy, by można było to odbierać. Transmisja danych potrzebuje oczywiście szerokiego pasma, nadajemy więc to wiązką ultrafioletową.
