Lekarze z Vigaty nie umieli sobie z nią poradzić, trzeba by małego zawieźć do jakiegoś dobrego specjalisty, ale na to nie było pieniędzy. Kiedy tylko oczy dziecka i ojca się spotkały, Nene posmutniał, a czoło przecięła mu zmarszczka. Nie umiał mówić, lecz wystarczająco jasno wyraził swój wyrzut w stosunku do tego, który był odpowiedzialny za jego męczarnie.

– Czuje się trochę lepiej, gorączka opada – powiedziała żona, Tana, żeby pocieszyć Sara.


Niebo się w końcu przejaśniło i teraz świeciło słońce, od którego mogłyby popękać kamienie. W miejscu, gdzie kiedyś było tylne wyjście z fabryki, Saro opróżnił ze śmieci swój wózek już chyba dziesięć razy i bolało go w krzyżu. Nagle, na wysokości alejki, która biegła wzdłuż ogrodzenia i krzyżowała się z główną drogą, zobaczył na ziemi coś błyszczącego. Pochylił się, żeby popatrzeć z bliska. Był to wielki wisior w kształcie serca, wysadzany małymi brylantami, z ogromnym diamentem w środku. Przez otwór przechodził łańcuch ze szczerego złota, przerwany w jednym miejscu. Prawa ręka Sara błyskawicznie podniosła naszyjnik i włożyła go do torby. Zupełnie jakby działała po swojemu, bez polecenia wydanego przez mózg, jeszcze otępiały z zaskoczenia. Saro wstał zlany potem, rozejrzał się, ale dokoła nie było żywego ducha.


Pino wybrał odcinek „pastwiska” położony bliżej plaży. W pewnej chwili jakieś dwadzieścia metrów od siebie zobaczył maskę samochodu, która wynurzała się z gęstych zarośli. Zatrzymał się, zdziwiony tym widokiem: to niemożliwe, żeby aż do siódmej rano przeciągnęła się czyjaś schadzka z prostytutką. Zaczął się skradać, ostrożnie stawiając stopy, zgięty wpół; dopiero na wysokości przednich świateł gwałtownie się wyprostował. Nic się nie stało, nikt go nie posłał do diabła, samochód wydawał się pusty. Pino podszedł jeszcze bliżej, aż w końcu zobaczył bezwładną męską sylwetkę na siedzeniu obok miejsca kierowcy, nieruchomą, jakby pogrążoną w głębokim śnie, z głową odchyloną do tyłu. Przez skórę czuł, że coś tu nie gra. Odwrócił się i zawołał przyjaciela. Ten nadbiegł, ciężko dysząc, z wybałuszonymi oczami.



5 из 123