– Nic.

Ruszyli w kierunku Vigaty, ale po kilku krokach Pino zatrzymał przyjaciela.

– Rizzo – powiedział.

– Ja do niego nie zadzwonię, boję się, ja go nie znam.

– Ja też nie, ale i tak zadzwonię.

Numer podała mu telefonistka. Dochodiła dopiero za piętnaście ósma, ale Rizzo odebrał po pierwszym sygnale.

– Mecenas Rizzo?

– Tak, słucham.

– Przepraszam, panie mecenasie, że przeszkadzam tak wcześnie… Znaleźliśmy inżyniera Luparello… chyba nie żyje.

Po chwili milczenia Rizzo spytał:

– I dlaczego pan dzwoni z tym do mnie?

Pino oniemiał: wszystkiego się spodziewał, tylko nie takiej odpowiedzi; wydała mu się dziwna.

– Jak to?! Przecież pan… pan jest jego najlepszym przyjacielem. Sądziliśmy, że to właściwe…

– Dziękuję. Ale przede wszystkim musicie wypełnić wasz obywatelski obowiązek. Do widzenia.

Saro wysłuchał całej rozmowy z policzkiem przyciśniętym do twarzy Pina. Popatrzyli na siebie, zdziwieni. Rizzo zareagował tak, jak gdyby dowiedział się o śmierci jakiegoś anonimowego włóczęgi.

– Co jest? Przecież się przyjaźnili, nie? – wymamrotał Saro.

– A co my wiemy? Możliwe, że się ostatnio pokłócili – uspokajał go Pino.

– I co teraz?

– Idziemy wypełnić nasz obywatelski obowiązek, jak powiedział mecenas.

Ruszyli w kierunku miasta, wprost do komisariatu. Przez myśl im nawet nie przeszło, żeby iść z tym do karabinierów – ich dowódcą był porucznik z Mediolanu. A komisarz policji pochodził z Katanii, nazywał się Salvo Montalbano i kiedy chciał coś zrozumieć, rozumiał bez trudu.

2

– Jeszcze.

– Nie powiedziała Livia, wpatrując się w niego oczyma rozżarzonymi od miłosnego napięcia.

– Proszę.

– „Nie” znaczy „nie”.

„Lubię kiedy to robisz wbrew mojej woli” – wyszeptała mu kiedyś do ucha, więc teraz, w przypływie podniecenia, spróbował włożyć kolano między zaciśnięte uda, chwycił ją gwałtownie za przeguby i rozłożył jej ramiona. Wyglądała jak ukrzyżowana. Dysząc, patrzyli na siebie, aż nagle ustąpiła.



7 из 123