
– Spotkał ją pan?
– Kilka razy. Wpadliśmy na siebie podczas balangi z okazji koronacji Poniatowskiego. Później była damą dworu u księcia namiestnika Konstantego. Wiem, że mieszkała w Krakowie w latach osiemdziesiątych XIX wieku. Pracowała jako nauczycielka w prywatnym gimnazjum dla panien…
– Chcę ją odszukać.
Milczał wpatrując się w dno wykopu. Archeolodzy właśnie odsłaniali koronę ceglanego muru.
– Nie umiem pani pomóc – powiedział wreszcie. – Nie widziałem się z nią od przeszło stu lat. Nie wiem nawet, czy żyje… Życie nie jest tak proste jak film… Nie umiemy się rozpoznać, nie latamy też z mieczami, by obcinać sobie głowy… Po prostu odrobinę udało nam się nagiąć pewne prawa natury. I coraz bardziej grzęźniemy w biurokracji. Sto lat temu zdobycie fałszywej tożsamości nie stanowiło problemu… Dziś staje się powoli niemożliwe.
– Ona nie popełniła żadnego błędu. Znalazłam jedynie garść drobiazgów, prawie nic.
– Ale może pomoże pani to, że jest obsesyjnie przywiązana do swojego nazwiska. Zawsze do niego wracała, gdy tylko wymarli ludzie, którzy mogli ją pamiętać… Przy odrobinie szczęścia nosi je także dzisiaj…
– Nasze bazy danych jej nie odnotowały pokręciła głową. – Musiała zmienić…
Z torby wyjęła garść czarno-białych wydruków komputerowych.
– To jest z lat dwudziestych – pokazała powiększony kadr. – Stała w tłumie z wiązanką kwiatów podczas obchodów rocznicy odzyskania niepodległości… A to z lat sześćdziesiątych – jubileusz Teatru Wielkiego. Tu uchwycił ją fotograf w kolejce po mięso, czasy okupacji…
– Lubiła teatr – przypomniał sobie. – Obsesyjnie… Może nadal uczęszcza na przedstawienia?
– No, trudno – wstała. – Proszę spać spokojnie. Nikomu nie zamierzam zdradzić pańskiej tożsamości.
– Bazy danych, analiza zdjęć, coraz trudniej będzie się wymknąć… – westchnął. – Za jakieś dwadzieścia lat sieć wokół mnie zgęstnieje do tego stopnia, że będę musiał chyba ukryć się gdzieś, gdzie nie sięga cywilizacja… Niezbyt kusząca perspektywa. Odprowadzę panią.
