
Ursin poszukał wzrokiem patrona. Nigdzie nie dostrzegł charakterystycznej sylwetki Quintusa Cedrusa. Jak z podziemi wyrósł natomiast niezmordowany szef sztabu wyborczego – electorius Rufo Ruffix, ryży, o włosach barbarzyńsko skręconych i tubalnym głosie parweniusza…
– Gdzie się podziewałeś?- szczeknął na Marka. – Quintus cię szuka.
– Gdzie jest?
– We frigidarium, szlifuje wystąpienie, jesteś mu potrzebny. Aha, mamy już wyniki z Nowej Istrii.
– Przegraliśmy?
– Tak, ale zaledwie trzema tysiącami głosów. To i tak dobrze. Jeszcze wczoraj w sondażach dawano tam Herdatusowi przewagę dwustu tysięcy.
– A ten skurwiel Longinus?
– Jeśli nie zgarnie pięciu milionów z Ultimy, wypada z gry.
Marek pośpieszył za nim do frigidarium. Orzeźwiony Cedrus wychodził właśnie z zimnego impluvium. Szczupły, muskularny, jasnowłosy i chłopięcy – ot, młody bóg – ideał wyspiarskiego stylu życia. Mimo nieprzespanej nocy promieniał żywotnością i energią. Z jego niebieskich oczu emanowała inteligencja i pewność siebie. Nawet rywale przyznawali, że Quintus jest bardzo przystojnym mężczyzną. Klasycznych rysów nie mogła oszpecić nawet głęboka szrama na czole.
Dwie najwyraźniej podniecone complementarki zbliżyły się z ręcznikami, ale on ignorował je niczym Jupiter poślednie nimfy.
– Słuchaj, czegoś nie rozumiem – mruknął do Ursina. – Co mi tu napisali o fletni Arfusa… O co w tym chodzi?
Consulantor zmieszał się. Bajka o fałszywym fleciście uwodzącym swą grą zbójców należała do kanonu powiastek dla dzieci. Jak można było jej nie znać?
– Może to rzeczywiście zbyt górnolotne sformułowanie – mruknął.
Od strony caldarium zbliżył się osobnik przypominający rozmiarami mitycznego giganta.
– Założyłem się o 5 aureusów, że szef wygra na Ultimie – rzekł – a wiadomości ciągle nie ma, chociaż Ultima już dawno powinna nadawać wyniki.
– Mamy drobne uszkodzenia na łączach, Druzzusie – powiedział z wyraźną niechęcią Ruffix.
