
Zaskoczony gwałtownością ataku, Lioren zatoczył się do głównego pomieszczenia. W przelocie dostrzegł, jak Dracht-Yur łapie obie nogi istoty. Cała trójka natychmiast straciła równowagę i upadła na podłogę.
— Na co czekacie! — warknął Lioren. — Unieruchomić go. — Potem zastanowił się przez chwilę i dodał pod adresem obcego: — Mam nadzieje, że ciężar mojego ciała nie spowodował u ciebie żadnych obrażeń wewnętrznych.
Istota odpowiedziała jeszcze gwałtowniejszą szamotaniną. Tylko część wydawanych przez nią dźwięków nadawała się do przetłumaczenia, Lioren musiał przyznać, że pierwszy kontakt nie przebiegł zbyt dobrze.
— Nie zrobimy ci krzywdy — powiedział poprzez dobiegający z sąsiedniego pokoju płacz dzieci. — Nie skrzywdzimy twoich dzieci. Uspokój się, proszę. Pragniemy tylko pomóc, tobie i wszystkim, abyście mogli żyć bez wojny i trawiącej was choroby…
Obcy musiał coś z tego zrozumieć, bo umilkł, nadal jednak się wyrywał.
— Aby znaleźć lekarstwo na waszą chorobę, musimy jednak najpierw wyizolować patogen, który ją powoduje — ciągnął Lioren. — Potrzebujemy do tego próbek twojej krwi i innych płynów fizjologicznych.
Konieczne było też przygotowanie odpowiedniego środka znieczulającego i zwykłych uspokajaczy, na dłuższą metę zaś należało zająć się jeszcze syntetyzowaniem żywności, jednak Lioren uznał, że chwila nie sprzyja wnikaniu w podobne szczegóły. Istota szarpała się coraz gwałtowniej.
