
Odwrócił się gwałtownie, słysząc szelest szaty. Kobieta w gładkiej płóciennej sukni podeszła do okna i zaryglowała je. Pod ciasną białą podwiką jej twarz była znużona, lecz tak spokojna, że zbójcę złość zdjęła.
– Widziałaś, jak się weselą? – warknął przez zaciśnięte zęby. – Jak ich ciekawość trzęsie, czy baba dobrze od ognia zrumieniona?
– Widziałam – odparła powściągliwie.
– Ci twoi pobratymcy! – Zbójca poderwał się i cisnął stołkiem o ścianę, aż jęknęły deski. – Tak samo przyjdą się gapić, jak to mnie kiedyś będą szlachtować pośrodku rynku. Rychtyk w rychtyk tak samo.
Bez słowa usiadła na skraju łóżka i jęła wyjmować szpilki spinające podwikę.
Twardokęsek odwrócił wzrok. Musiała zajeździć kilka koni, pomyślał mimowolnie. Nawet kniaziowski goniec z rzadka w pięć dni przejedzie z Książęcych Wiergów, a to przecież dziewczyna, przy tym pieszczona, chuchana bankierska córka.
– Zadowolonaś? – syknął jednak z gniewem.
– Nie. – Rozplotła warkocz i przeczesała palcami włosy. – I nie radują mnie wieści, które przynoszę.
Zbójca ścisnął w palcach kubek tak mocno, aż cienkie srebrne ścianki wygięły się jak pergamin. Spodziewał się tych nowin, bogowie świadkami. Bardzo dobrze wiedział, że nie będzie się bez końca ganiał z Pomorcami po lipnickich błotach. Ale i tak przez chwilę nie mógł dobyć głosu.
– Bodajby to wszyscy czarci! – Uderzył pięścią we framugę. – Skalmierskie wojsko po okolicy harcuje, Wężymord na nas ciągnie z całą pomorcką potęgą, heretycy miasta pustoszą. Jakby się na mnie, biednego, uwzięli.
Dziewczyna milczała. Z rynku wciąż niosły się krzyki i pohukiwania tłuszczy: powroźnik istotnie dobrze znał swe rzemiosło i dbał, aby kacerka nie zgorzała przed czasem.
– Gdzie oni są? – wybuchnął zbójca, odwracając się plecami do widowiska. – Rozmiotło wszystkich, rozwiało niczym plewy na wietrze. Jak to może być, by człowiek zniknął bez śladu, jakby go nigdy święta ziemia nie nosiła? I nie jeden pospolitak marny – zachłysnął się własną złością – ale sam kniaź zwajecki z przybocznymi, żalnicki książę, dziewka z Iskry rodem, wiedźma na koniec. Wszyscy jak kamień w wodę! Dotknęła jego pleców.
