– Uff, nie strasz! Czy mam sprowadzić Rama?

– Tak! Byłbym ci wdzięczny.

Wychodząc z pojazdu Dolg pozdrowił z wielkim szacunkiem duchy żywiołów i złożył im podziękowanie za to, co zrobiły. W odpowiedzi łaskawie pochyliły głowy. Shama miał na wargach swój zwykły ironiczny uśmiech.

Dolg przekazał wiadomość Ramowi i wrócił do Marca.

Indra naturalnie poszła razem z Ramem do Ticha i J2. Nie miała właściwie nic do roboty i żywiła nadzieję, że może tutaj na coś się przyda. W każdym razie, powiedziała sobie, mam powód, by nie opuszczać Rama ani na krok.

– Marzniesz? – zapytał, z czułością obejmując jej barki.

– Nie miałam czasu się nad tym zastanowić.

– Ja też nie – odpowiedział z uśmiechem. – No, Tich, czym się znowu martwisz?

Madrag zdążył już znaleźć usterkę.

– Tym – powiedział przez zaciśnięte zęby i pokazał palcem.

– Och, nie – wyszeptał Ram.

Gąsienica była w pewnym miejscu niemal doszczętnie przetarta. Owa obejmująca cały świat eksplozja, którą wywołał Marco, najprawdopodobniej uszkodziła jedno z ogniw a szalona wędrówka przez skalne rumowisko w kierunku źródeł, dokonała reszty.

Indra spoglądała niepewnie na zniszczenia.

– Nigdy nie wrócimy do domu – szepnęła cicho. Po czym podniosła głos i zawołała z wściekłością: – Ta przeklęta kraina, czy nigdy nie zdławimy tkwiącego w niej zła? Czy zostaniemy tu już na wieki? Nienawidzę tych gór, nienawidzę tego wszystkiego! I teraz się okazuje, że nie możemy stąd odejść! Nigdy nie wrócimy do domu!

2

Dolg długo i cicho przemawiał do swoich wielkich, pięknych kamieni. Bardziej do farangila, ale do szafiru także. Opowiadał im o niezwykłej osobowości Marca, o jego wielkości i szlachetności, wyjaśniał, że nie mogą go ruszyć z miejsca, bo stan jego nóg na to nie pozwala. Są tak zmasakrowane, że żaden lekarz na świecie nie byłby w stanie ich poskładać. Prosił swoje kamienie o wybaczenie, że tak je męczył, że dopuścił, by zostały tak głęboko uszkodzone, że nakładał na nie zbyt wielkie obciążenia.



6 из 173