— Chłopie, co za łup! Trzeba by to uczcić. Jak już zataszczymy wszystko na miejsce, to dasz nam tyle bimbru, ile zechcemy, co, Jas? — Niższy z rozbójników podskoczył niczym podekscytowany ptak. — Chłopie, Sheba i dziewczyny chyba pękną, kiedy usłyszą o tym małym króliku, którego zagoniliśmy w kępę głogu. Nigdy nie widziałem, żeby coś tak szybko zwiewało!

Zachichotał.

Gordon zmarszczył brwi, usłyszawszy obelgę dodaną do poniesionych szkód. — Niemal wszędzie, gdzie dotarł, wyglądało to tak samo — postkatastroficzna nieczułość, do której nigdy się nie przyzwyczaił, nawet po tych wszystkich latach. Spoglądając jednym okiem zza kępy traw porastających brzeg rozpadliny, zaczerpnął głęboko tchu i krzyknął:

— Nie liczyłbym jeszcze na popijawę, bracie niedźwiedziu!

Adrenalina sprawiła, że jego głos zabrzmiał bardziej piskliwie niż tego chciał. Nie mógł jednak nic na to poradzić.

Rosły mężczyzna padł niezgrabnie na ziemię, usiłując skryć się za najbliższym drzewem. Chudy rabuś gapił się jednak na zbocze.

— Co… Kto tam jest?

Gordon poczuł niewielką ulgę. Zachowanie tych sukinsynów potwierdzało, że nie byli prawdziwymi surwiwalistami. Z pewnością nie holnistami. W przeciwnym razie już by nie żył.

Pozostali bandyci — Gordon naliczył w sumie pięciu — pognali wzdłuż szlaku, dźwigając łupy.

— Padnij! — wrzasnął do nich wódz ze swej kryjówki.

Chudzielec najwyraźniej zdał sobie sprawę, że jest całkiem odsłonięty i pośpiesznie dołączył do swych kompanów skrytych w podszyciu. Byli tam wszyscy oprócz jednego bandyty — faceta o pożółkłej twarzy i upstrzonych siwizną czarnych bokobrodach, w tyrolskim kapeluszu na głowie. Zamiast się ukryć, przesunął się nieco do przodu, przeżuwając sosnową igłę i wpatrując się z uwagą w gąszcz.

— A po co? — zapytał ze spokojem. — Ten biedaczyna miał na sobie niewiele więcej niż bieliznę, kiedy na niego skoczyliśmy. Mamy jego strzelbę. Sprawdźmy, czego chce.



6 из 307