
A ona szła. I to nie za mną. Obok mnie! I gadała, i gadała, i gadała. Okazało się, że jej mąż był oficerem, stacjonującym gdzieś na niezwykle odległej wyspie, więc ona czuła się bardzo samotna. Byłem w stanic to zrozumieć, tym bardziej, że mieszkała zupełnie sama w małym domku, na ulicy leżącej gdzieś na uboczu wszystkiego.
– W którym małym domku? – zapytałem.
Niezwykle pośpiesznie napisała mi adres na niewielkim strzępie papieru.
– Też czuję się bardzo samotnie – powiedziałem. – Wpadnę dziś wieczorem, to sobie pogadamy.
Tak zupełnie sam to nie byłem. Moja obecna dupencja gdzieś się tam szwendała, rzadko się widywaliśmy. Problem samotności powoli stawał się więc także i moim problemem. A tym bardziej przecież, że to tłuste dupiszcze nadawało mi cały czas do ucha.
– Cudownie – powiedziała. – Więc do wieczora.
Zła to ona nie była. Nawet dobra. W łóżku. Ale jak to już zwykle bywa, po trzeciej czy czwartej nocy traci się zainteresowanie. Nagle. Nie odwiedzałem jej już więcej.
O mój Boże! – myślałem sobie coraz częściej – pracując na poczcie musisz tylko roznieść swoją działkę i figlować z gospodyniami domowymi. Zajęcie w sam raz dla mnie. Tak! Tak! Nie!?
2
Przystąpiłem więc do egzaminów. I zdałem je. Badania u lekarza.
Niczego się nie doszukał. I po wszystkim.
Byłem pomocnikiem listonosza. Dorywczo.
Na początku było lekko i łatwo. Zostałem przeniesiony do urzędu w West – Avon. I było tam dokładnie tak samo, jak w okresie przed świętami Bożego Narodzenia. Brakowało tylko tego tłustego dupiszcza. Ciągle jednak myślałem, że ktoś będzie chciał mi jakoś przysrać. Tak się jednak nie stało. Szef, kapo, był znośny, a ja łaziłem prawie bez celu, a to miałem ulicę, a potem nic. Nawet uniformu nie miałem, tylko czapkę, Chodziłem w trasę w moich zwykłych łachach. A ponieważ chleliśmy z moją dupencją Betty ogromniaście, to i na ubranie nigdy nie starczało forsy.
