
– Tak. Ma pani rację… są… są zupełnie inne – odpowiedział cicho. A potem, patrząc na jej fartuch, zapytał: – Czy robi pani dzisiaj miesięczną inwentaryzację?
– Nie. Zapomniał pan? – Roześmiała się. – Przecież wysyłamy dzisiaj ikony do Gdańska. Pakujemy je z panem Romanem w skrzynie. Samochód będzie około południa. – I kładąc wydrukowany dokument na jego biurku, dodała: – Czy mógłby pan podpisać protokół wysyłkowy?
Zawstydził się. Drugi raz tego dnia przyłapała go na roztargnieniu.
– Ależ tak… oczywiście. Dzwonili kilka dni temu do mnie… – Próbował ukryć zmieszanie.
Podpisał dokument bez czytania. Podając go pani Mirze, spojrzał jej w oczy i powiedział:
– Powinna pani częściej spinać włosy w kok…
Zaczerwieniła się. Wzięła od niego protokół, wsunęła w skoroszyt, odwróciła się i bez słowa wyszła, zamykając drzwi.
Wyłączył komputer i zszedł na dół. W sali ikon pod oknami stały niewielkie drewniane skrzynie ponumerowane białą farbą. Kustoszka uśmiechnęła się, gdy wszedł.
Do południa spakowali wszystkie ikony. Na ścianach opustoszałej sali zostały ciemne od kurzu prostokąty. Kiedy późnym popołudniem samochód z Gdańska wyjechał już za bramę muzeum, Marcin zapukał do drzwi kustoszki i zapytał:
– Czy mógłbym z panią wypić herbatę… – zawahał się przez chwilę -…pani Mirko?
– Ależ oczywiście… panie dyrektorze – odpowiedziała, zapinając guziki fartucha i poprawiając włosy.
Po raz pierwszy był w tym pokoju. Zobaczył mnóstwo kwiatów doniczkowych na parapetach, na biurku, a nawet na podłodze. I półki z książkami na wszystkich ścianach. Drzwi pokryte były przypiętymi pinezkami arkuszami papieru z dziecięcymi rysunkami. Każdy z rysunków miał datę wpisaną pomarańczowym mazakiem. Na biurku oprócz segregatorów, kalendarza i otwartej książki stała oprawiona w grubą mahoniową ramę duża fotografia uśmiechniętej dziewczynki bawiącej się z psem.
