Były to wielkie, dobre dni dla tych, którzy sprzedawali owe bogactwa: fortuny rodziły się i upadały; tak samo rządy; korporacje stawały się coraz potężniejsze, a Kompania Ziemska, w swych wielu postaciach, gromadziła ogromny majątek i kierowała sprawami narodów. Był to wiek niepokoju. Nowo uprzemysłowione populacje i zamieszanie w każdym kraju wchodzącym na ten długi, długi szlak w pogoni za pracą, bogactwem, osobistymi marzeniami o wolności, odwieczny pęd za Ziemią Obiecaną, drogi życiowe powielane na nowym i rozleglejszym oceanie, w obcych środowiskach.

Stacja Sol stała się odskocznią, już nie egzotyczną, ale bezpieczną i znaną. Kompania Ziemska kwitła spijając bogactwo stacji gwiezdnych i znowu sytuacja uznana została za naturalną przez tych, którzy z niej korzystali.

A stacje gwiezdne pielęgnowały sentyment do tego tętniącego życiem barwnego świata, który powołał je do istnienia, sentyment do Matki Ziemi w nowym i zabarwionym emocją znaczeniu tego określenia, tej która przysyłała cenne towary, żeby im żyło się lepiej; luksusowe dobra, które w pustynnym wszechświecie przypominały im, że istnieje przynajmniej jedna kolebka życia. Statki Kompanii Ziemskiej gwarantowały im przeżycie, romantyczny wątek do ich egzystencji wprowadzały zaś sondy Kompanii Ziemskiej, lekkie, szybkie jednostki zwiadowcze, które pomagały stawiać kolejne kroki bardziej selektywnie. Był to wiek Wielkiego Kręgu; tak nazywano trasę, jaką przemierzały frachtowce Kompanii Ziemskiej w swej nieustającej podróży od Matki Ziemi do Matki Ziemi.

Gwiazda za gwiazdą, gniazda za gwiazdą… w sumie było ich dziewięć — aż po Pell, która, jak się okazało, posiadała nadający się do zamieszkania świat, gdzie wreszcie natknięto się na życie.



4 из 563