– Elemelek bardziej mi się podoba, Elek. Kto zabił Humpty'ego Dumptyego?

Elek był dość osobliwym ptakiem, ale w moim zawodzie wybredność nie popłaca. Nie miałem lepszego kontaktu w podziemiu.

– Pokaż mi kolor swojej forsy.

Zademonstrowałem mu pięćdziesiątkę.

– Do diabła – mruknął. – Jest zielona. Czemu nie mogliby dla odmiany zrobić partii liliowej albo marengo? – Mimo wszystko przyjął banknot. – Wiem tylko, że Tłuścioch maczał palce we wszystkim. Nie ma w tym mieście placka, którego by nie skosztował.

– I co?

– Jeden z tych placków nadziano dwudziestoma czterema kosami.

– Że co?

– Mam ci to narysować? Bo… uggh. – Skulił się i runął na chodnik. Z pleców sterczał mu bełt strzały. Elemelek już nigdy nie zaśpiewa.


***

Sierżant Robin pochylił się i spojrzał z góry na ciało, a potem, także z góry, na mnie.

– A niech mnie dunder świśnie – rzekł – jeśli to nie Tomcio Paluch we własnej osobie.

– Nie zabiłem Elemelka, sierżancie.

– I przypuszczam, że anonimowy telefon, który odebraliśmy na komisariacie, informujący, że jeszcze dzisiaj zamierzasz załatwić świętej pamięci pana Melka, to zwykła podpucha?

– Jeśli go zabiłem, gdzie są moje strzały? – Otworzyłem paczkę gumy i zacząłem żuć. – Ktoś mnie wrabia.

Sierżant pyknął z fajeczki z pianki morskiej, potem odłożył ją i zamyślony zagrał na swym oboju kilka taktów z uwertury do „Wilhelma Tella".

– Może tak, może nie. Ale wciąż jesteś podejrzany. Nie wyjeżdżaj z miasta. I, Paluch…

– Tak?

– Śmierć Dumpty'ego to był wypadek. Tak stwierdził koroner, ja też tak mówię. Zostaw tę sprawę.

Zastanowiłem się chwilę, potem pomyślałem o pieniądzach i dziewczynie.

– Nic z tego, sierżancie.

Wzruszył ramionami.

– To twój pogrzeb. – Zabrzmiało to, jakby faktycznie się na niego zapowiadało.



6 из 137