
Było mi jak w niebie.
Oczy wampira przez moment rozszerzały się i ciemniały, on sam wszakże zachował całkowite milczenie.
– Och, przepraszam cię – bąknęłam straszliwie zakłopotana. Oderwałam ręce od jego twarzy i zapatrzyłam się na parking. Zaczęłam coś paplać o Maćku i Denise, cały czas myśląc, jak cudownie byłoby mieć towarzysza, którego nie mogę usłyszeć, póki nie zdecyduje się odezwać na głos. Jakież piękne było jego milczenie. -…Więc uznałam – ciągnęłam – że lepiej wyjdę i zobaczę, czy dobrze się miewasz – podsumowałam, nie pamiętając, co mu wcześniej mówiłam.
– Przyszłaś tu mnie uratować. Postąpiłaś bardzo odważnie – oświadczył głosem tak uwodzicielskim, że DeeAnne na moim miejscu wyskoczyłaby chyba ze swoich czerwonych nylonowych majtek.
– Przestań – mruknęłam zgryźliwym tonem. Odniosłam wrażenie, że z łomotem runęłam na ziemię z chmur.
Przez kilka sekund spoglądał na mnie ze zdumieniem, później jego blada twarz ponownie zobojętniała.
– Nie boisz się przebywać sam na sam z głodnym wampirem?
Wychwyciłam jakąś groźną nutę pod tym pozornie żartobliwym pytaniem.
– Wcale nie.
– Wychodzisz z założenia, że skoro przybyłaś mi z pomocą, jesteś bezpieczna? Sądzisz, że po tych wszystkich latach żywię jeszcze choćby uncję sentymentalnych uczuć? Wampiry często zwracają się przeciw osobom, które im ufają. Wiesz przecież, że nie ma w nas cech ludzkich.
– Wielu ludzi również obraca się przeciwko tym, którzy im ufają – stwierdziłam. Czasem potrafię myśleć praktycznie. – Nie jestem kompletną idiotką – dodałam. Podniosłam rękę i pokręciłam głową. W czasie kiedy wampir dochodził do siebie, zdążyłam owinąć sobie wokół szyi i ramion srebrne łańcuchy Szczurów.
