
– Zastanawiam się, ile bierze? – zaryzykowałam, a kiedy Jason wypowiedział zasłyszaną sumę, obie przez chwilę łapałyśmy oddech.
Odkąd porzuciłyśmy kwestię morderstwa Maudette, lunch potoczył się jak zwykle. Jason popatrywał na zegarek, aż w końcu oświadczył, że musi już jechać – dokładnie wtedy, gdy trzeba się było zabrać za zmywanie.
Później okazało się, że moja babcia nadal myśli o wampirach. Weszła do mojego pokoju, kiedy malowałam się przed pójściem do pracy.
– Ile lat miał twoim zdaniem wampir, którego poznałaś?
– Nie mam najmniejszego pojęcia, babciu. – Malowałam rzęsy tuszem, wytrzeszczałam więc oczy i usiłowałam siedzieć nieruchomo, żeby nie wbić sobie w oko spiralki. Z tego też względu mój głos zabrzmiał zabawnie, jakbym brała udział w zdjęciach próbnych do horroru.
– Sądzisz… że mógłby pamiętać wojnę?
Nie musiałam pytać, o którą wojnę jej chodziło. Ostatecznie, babcia była członkinią klubu o nazwie Potomkowie Wybitnych Poległych.
– Możliwe – odparłam, odwracając twarz z boku na bok i porównując w lustrze oba uróżowane policzki.
– Myślisz, że mógłby przyjść i porozmawiać z nami o niej? Zorganizowalibyśmy specjalne zebranie.
– W nocy – przypomniałam jej.
– Och, tak, musiałoby się odbyć w nocy. – Potomkowie zwykle zbierali się w południe w bibliotece. Na spotkania przynosili torebki z lunchem.
Zastanowiłam się. Niegrzecznie byłoby sugerować wprost wampirowi, że powinien porozmawiać z klubem babci, ponieważ uratowałam jego skórę przed osuszaczami, może jednak zaproponuje mi to sam, jeśli mu o tym wzmiankuję? Pomysł nie bardzo mi się podobał, ale postanowiłam zrobić babci przyjemność.
– Spytam go, gdy się następnym razem pojawi – obiecałam.
– Mógłby przynajmniej porozmawiać ze mną. Może nagram na taśmę jego wspomnienia? – Babcia się zamyśliła, podniecona tym śmiałym posunięciem. – Taki wywiad byłby interesujący dla pozostałych członków klubu – powiedziała poważnie.
