Przeszłam bar i dotarłam do Jasona, który podrywał DeeAnne. Tę dziewczynę powszechnie uznawano za łatwą. Kierowca ciężarówki z Hammond siedział po jej drugiej stronie i patrzył na nią spode łba.

– Jasonie – odezwałam się ostro. Mój brat odwrócił się w moją stronę i posłał mi piorunujące spojrzenie. – Słuchaj, czy łańcuch nadal leży na tyłach twojego pikapa?

– Nigdy nie opuszczam domu bez niego – odparł powoli, badawczo mi się przyglądając. Wyraźnie usiłował odgadnąć z mojej miny, czy mam kłopoty. – Będziesz walczyć, Sookie?

Odpowiedziałam uśmiechem. Przyszło mi to łatwo, gdyż w swojej pracy wiecznie się uśmiechałam.

– Mam nadzieję, że nie – odparłam pogodnie.

– Hej, a może potrzebujesz pomocy? – spytał.

Ostatecznie był moim bratem.

– Nie, dzięki – odrzekłam. Starałam się mówić spokojnym tonem. Odwróciłam się i podeszłam do Arlene. – Słuchaj – powiedziałam. – Muszę dziś trochę wcześniej wyjść. Przy moich stolikach niewiele się dzieje, możesz je za mnie obsłużyć? – Nie sądziłam, że kiedykolwiek poproszę o coś takiego Arlene, chociaż sama wielokrotnie ją zastępowałam. Arlene również zaoferowała mi pomoc. – Nie, nie, wszystko jest w najlepszym porządku – zapewniłam ją. – Wrócę, jeśli zdążę. A jeśli posprzątasz tu za mnie, ja sprzątnę twoją przyczepę.

Przyjaciółka z entuzjazmem pokiwała rudą grzywą.

Spojrzałam na Sama, potem wskazałam na drzwi dla personelu, na siebie i w końcu poruszając dwoma palcami, pokazałam, że wychodzę.

Mój szef kiwnął głową, choć nie wyglądał na zbytnio szczęśliwego.

Wyszłam tylnymi drzwiami. Próbowałam iść po żwirze jak najciszej.

Parking dla pracowników znajduje się na tyłach baru. Trzeba przejść przez drzwi prowadzące do magazynu. Na parkingu stał samochód kucharki oraz auta Arlene, Dawn i moje. Po prawej stronie, nieco na wschód, przed przyczepą Sama tkwił jego pikap.



8 из 285