Naprawdę przeląkł się mnie dopiero, gdy usłyszał te słowa — i naprawdę nie wiedział, co rzec. W oczach jego była taka powaga, jak byśmy stali pod burzą, między kościołem i lasem — albo tam, gdzie nie ma już nic.

— Kim jesteś? — spytał twardo. Nie było w tym już ani śladu zdawkowości, udania, już tylko bał się mnie. Ja nie bałam się go wcale, doprawdy ani trochę, choć właściwie powinnam się była przerazić, bo czułam, jak z jego twarzą, z jej porowatą skórą, z nastroszonymi krnąbrnie brwiami, z jego dużymi małżowinami uszu łączy się we mnie moje dotąd zamknięte oczekiwanie, jak gdybym nosiła w sobie jego nie wywołany negatyw, który się właśnie wypełniał. Jeśli nawet był moim wyrokiem, nie bałam się go. Ani siebie, ani jego, zadrżałam jednak od nieruchomej we mnie siły tego złączenia — nie jak człowiek, ale jak zegar, kiedy ze złożonymi wskazówkami rusza, ażeby wybić godzinę — choć jeszcze milczy. Tego drżenia nie mógł dostrzec nikt.

— Powiem to panu niebawem — odpowiedziałam bardzo spokojnie. Uśmiechnęłam się lekko, nikłym uśmiechem, jakim dodaje się otuchy chorym i słabym, i rozłożyłam wachlarz.

— Napiłabym się wina. A pan?

Skinął głową, usiłując wciągnąć na siebie jak skórę te maniery, co były mu obce. odstające, niewygodne, i od tego miejsca na sali poszliśmy po posadzce, ociekłej perlistymi strużkami woszczyn, co kropliście padały z żyrandola, w filowaniu świec, ramię w ramię, tam gdzie u ściany perłowi lokaje lali trunki w kielichy.

Nie powiedziałam mu tej nocy. kim jestem, nie chciałam mu bowiem kłamać, a nie znałam prawdy. Prawda nie może być sprzeczna, a ja byłam duenną. hrabianką i sierotą, wszystkie te genealogie krążyły we mnie, każda mogła się wypełnić, gdybym przyznała się do niej, pojmowałam już, że prawdę wyznaczy mój wybór i kaprys, cokolwiek wypowiem, zdmuchnie obrazy pominięte, lecz trwałam chwiejna wśród owych szans, bo mi się w nich czaił jakiś podstęp pamięci — byłażbym najzwyczajniej niespełna rozumu konfabulantką, która wymknęła się pieczy zatroskanych należycie bliskich? Rozmawiając z nim, pomyślałam, że jeśli jestem wariatką, wszystko skończy się pomyślnie. Z obłędu można wyjść jak ze snu — obojgu więc przyświeca nadzieja.



10 из 50