Później tamci wrócili za mur i zniknęli im z oczu.

A bestie leżące w dole?

Martwe?

Gondagil i Haram postanowili zaczekać trochę i sprawdzić.

Nie, po pewnym czasie wszystkie się ocknęły. Stało się to mniej więcej w tej samej chwili, kiedy pozostałe potwory przybiegły pod mur w poszukiwaniu swych zaginionych kamratów. Gwałtownie pokrzykując i gestykulując, powróciły do swych nędznych siedzib.

Haram się skrzywił. Zawsze uważał mieszkańców Królestwa Światła za słabeuszy, mieli miękkie serca. Żałował, że nie pognał w dół i nie zarąbał wszystkich potworów i tak już leżących jak trupy.

Haram nie chciał przyznać, że czuł wielki respekt przed Strażnikami z Królestwa Światła, a jeszcze większy przed ich zwierzchnikami, nieznajomymi o czarnych oczach.

Strażnicy różnili się między sobą wyglądem, spostrzegł to, kiedy wraz z Gondagilem kilkakrotnie obserwowali z ukrycia ich wyprawy poza mur. Tylko nieznajomi byli do siebie podobni: zdumiewająco wysocy, o jedwabistych włosach i migdałowych oczach, wielkich, skośnych i całkiem czarnych, jak u niektórych zwierząt czy też owadów. Nie, Haram sam sobie nie potrafił ich opisać. Wiedział jedynie, że te istoty obcego rodu napawają go lękiem.

Twarz Harama szpeciła długa blizna, pamiątka po walce z potworami. Inna głęboka szrama na lewej nodze przypominała o ukąszeniu bestii, jej ostre zęby wyrwały po prostu kawałek ciała. Gondagil także miał blizny, lecz udało mu się oszczędzić twarz. Haram popatrzył na przyjaciela i ze zdziwieniem po raz kolejny stwierdził, jak bardzo go fascynuje jego osoba. Gondagil nie był piękny w zwyczajnym rozumieniu tego słowa, miał jednak w sobie coś niebywale pociągającego, niezwykle sugestywnego, czego nie dało się nazwać. Nic dziwnego, że dziewczęta tak za nim wzdychają! Ale jego uparty przyjaciel samotnik jedno tylko miał w głowie: dostać się za mur i przynieść światło do ich części świata. „Później, Haramie – odpowiadał zwykle. – Później zacznę myśleć o kobiecie, nie mogę pozwolić, aby takie głupstwa przeszkodziły mi w wypełnieniu mego zadania”. Haram drżał, słysząc w głosie przyjaciela taką zaciętość.



8 из 175